Pieniądze.
Oglądasz wersję archiwalną wątku "Pieniądze." z forum kodczasu.ronus.pl/forum/
Strona
1 z
5 •
1,
2,
3,
4,
5
Lord_Nazgul - Pią Mar 09, 2007 20:07
Chcę miec Ziemię plus 5%
Fabian był wyraźnie podekscytowany, robiąc ostateczną próbę swojego wystąpienia publicznego, które miało mieć miejsce nazajutrz. Zawsze pragnął prestiżu i władzy i teraz jego marzenia miały się spełnić. Z zawodu był rzemieślnikiem parającym się tworzeniem biżuterii i ozdób ze srebra i złota, jednak takie zarobkowanie przestało go zadowalać. Potrzebował czegoś, co ekscytuje, co stanowi wyzwanie - i teraz jego plan był gotowy do realizacji.
Przez pokolenia ludzie używali barteru, jako systemu wymiany dóbr. Człowiek zabezpieczał swoją rodzinę, zapewniając jej wszystkie potrzeby lub specjalizował się w określonym zawodzie. Wszystko, co stanowiło nadprodukcję jego działalności, wymieniał na nadprodukcję innych.
Dni targowe były zawsze pełne wrzawy i kurzu, ale ludzie wyczekiwali tych wrzasków i wymachiwania, podobnie - jak spotkań z innymi. Rynek był kiedyś przyjemnym miejscem, jednak teraz było tu zbyt wielu ludzi i zbyt wiele sprzeczek. Potrzebny był jakiś lepszy system.
Ogólnie biorąc ludzie byli zadowoleni i cieszyli się z owoców swojej pracy.
Każda społeczność utworzyła własny rząd, aby zapewnić ochronę swobód i praw każdej osoby oraz tego, że nikt nie będzie zmuszony przez inną osobę lub grupę osób do robienia czegoś wbrew własnej woli.
To był jedyny cel rządu, a każdy gubernator - członek rządu - był wspierany przez lokalną społeczność, która go wybrała.
Jedynym problemem niemożliwym do rozwiązania było targowisko. Czy nóż był warty jednego czy też dwóch koszyków kukurydzy? Czy krowa była więcej warta niż wóz? - itd. Nikt nie mógł wymyślić lepszego systemu.
Fabian ogłosił: "Posiadam rozwiązanie problemów związanych z barterem i zapraszam wszystkich na jutrzejsze publiczne zgromadzenie".
Następny dzień był dniem wielkiego zgromadzenia na rynku miejskim, na którym Fabian wytłumaczył nowy system, który nazwał "pieniędzmi". Wyglądało to na dobre rozwiązanie, a ludzie pytali: "Jak mamy zacząć?".
"Złoto, z którego tworzę ozdoby i biżuterię, jest znakomitym materiałem. Nie traci ono połysku, nie rdzewieje i przetrzyma próbę czasu. Zrobię ze złota monety, a każdą monetę będziemy nazywali "dolarem".
Fabian wytłumaczył sposób działania wartości i to, jak "pieniądze" mogą stać się środkiem wymiany - co jest o wiele lepszym systemem niż barter.
Jeden z gubernatorów podważył projekt: "Niektórzy ludzie mogą wykopać złoto i samemu robić monety".
"To byłoby bardzo nie w porządku" - rzekł Fabian. "Jedyne monety, które będą mogły być używane - to te zatwierdzone przez rząd. Będą one posiadały specjalny stempel". To wydawało się słuszne i zaproponowano, aby każdy otrzymał tyle samo monet. "Ale ja zasługuję na najwięcej" - powiedział wytwórca świeczek. Każdy używa moich świeczek. "Nie", powiedział rolnik, "Bez jedzenia nie ma życia, więc pewne jest, iż my powinniśmy otrzymać najwięcej". I tak kontynuowano tę sprzeczkę.
Fabian pozwolił im się posprzeczać przez jakiś czas i na koniec oznajmił: "Ponieważ nikt nie może się zgodzić z resztą, sugeruję, abyście pobrali wymaganą liczbę monet ode mnie. Nie będzie istniał żaden limit poza tym, że musicie być w stanie to spłacić. Im więcej pobierzecie, tym więcej musicie spłacić po upływie jednego roku". "A co ty za to otrzymasz?" - spytali ludzie.
"Ponieważ świadczę usługę polegającą na zaopatrywaniu w pieniądze, jestem uprawniony do otrzymania zapłaty za moją pracę. Powiedzmy, że za każde 100 części, jakie pobierzecie, zapłacicie za każdy rok trwania długu 105 części. Te 5 części będzie zapłatą, co będę nazywał "odsetkami".
Wyglądało na to, że nie ma innego sposobu, a poza tym 5% wydawało się niewielką zapłatą. "Przyjdźcie w następny piątek i zaczniemy".
Fabian nie tracił czasu. Robił monety w dzień i w nocy, więc pod koniec tygodnia był gotowy. Ludzie ustawili się w kolejkę przed jego warsztatem i po obejrzeniu i zatwierdzeniu monet przez gubernatorów, rozpoczęło się wprowadzanie systemu. Niektórzy pożyczali tylko trochę i szli sprawdzić nowy system.
Ludzie szybko zorientowali się, że pieniądze to cudowna rzecz i zaczęli wszystko wyceniać w złotych monetach czy dolarach. Wartość, jaką przypisywali wszystkiemu, nazwano "ceną" i głównie zależała ona od tego, ile pracy wymagało stworzenie czegoś. Jeżeli potrzeba było dużo pracy - cena była wysoka, jeśli potrzeba było niewiele pracy - było to niedrogie.
W jednym z miast żył Alan, który był jedynym zegarmistrzem. Jego ceny były wysokie, gdyż klienci byli gotowi zapłacić dużą sumę za posiadanie zegarka.
Pewnego razu inny człowiek zaczął wyrabiać zegarki i zaoferował je po niższej cenie, aby mieć nabywców. Alan był zmuszony do obniżenia swoich cen i w niedługim czasie ceny wszystkich zegarków obniżyły się. Obaj jednak nadal dostarczali zegarki dobrej jakości, ale po niższej cenie. To była prawdziwie wolna konkurencja.
Tak samo się stało z budowniczymi, przewoźnikami, księgowymi, rolnikami - tak naprawdę w każdej dziedzinie. Klienci zawsze wybierali to, co uważali za najlepszą transakcję, posiadając wolność wyboru. Nie istniały sztuczne zabezpieczenia, jak np. licencje lub cła, które uniemożliwiałyby innym ludziom wejść w dany interes. Standard życia wzrastał i w niedługim czasie ludzie dziwili się, jak kiedyś można było sobie radzić bez pieniędzy.
Na koniec roku Fabian udał się w odwiedziny do wszystkich, którzy byli mu dłużni pieniądze. Niektórzy posiadali więcej niż pożyczyli, co oznaczało, iż inni mają mniej, ponieważ wypuszczono tylko określoną liczbę monet. Ci, którzy mieli więcej niż pożyczyli, zwrócili 100 plus pięć dodatkowych monet, ale wciąż musieli jeszcze coś pożyczyć, aby mogli działać.
Inni zorientowali się po raz pierwszy, że mieli zadłużenie. Zanim Fabian zdecydował się pożyczyć im więcej pieniędzy, pobrał od nich wierzytelność, której zabezpieczeniem były jakieś ich aktywa. Teraz mogli pobrać dodatkowe pięć monet, które nie zawsze było łatwo zdobyć.
Nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że oni – podobnie jak ich kraj - nigdy nie pozbędą się długu, zanim wszystkie monety nie zostaną spłacone. Lecz nawet wtedy pozostanie jeszcze te 5 monet od każdych 100, których tak naprawdę nikomu nie pożyczono. Nikt, poza Fabianem, nie był w stanie zauważyć, że spłacenie interesu było niemożliwe, gdyż te dodatkowe pieniądze nigdy nie zostały puszczone w obieg. Zatem zawsze ktoś musiał mieć niedobór.
Prawdą jest, że Fabian również wydał monety na zakup czegoś, ale raczej było niemożliwe, aby wydał na siebie 5% wartości całej gospodarki. Istniały tysiące ludzi, zaś Fabian był sam. Poza tym wciąż pozostawał złotnikiem, co przynosiło mu niezły dochód.
Na zapleczu swojego warsztatu Fabian posiadał skarbiec i ludzie zorientowali się, że przechowywanie w nim części swoich monet jest wygodne i bezpieczne. Pobierał za to drobną opłatę, która była uzależniona od przechowywanej sumy pieniędzy oraz czasu przechowywania. Pobierane do przechowania pieniądze potwierdzał właścicielom pokwitowaniem depozytu zwanego notą.
Kiedy ktoś udawał się na zakupy, nie zabierał ze sobą złotych monet. Zamiast tego, dawał właścicielowi sklepu jedną ze swoich not, opiewającą na wartość towarów, które chciał zakupić.
Właściciele sklepów uznali autentyczność not, które mogą być wymienione u Fabiana na stosowną liczbę monet. Zamiast dokonywania tej wymiany na złoto, noty zaczęto sobie przekazywać z ręki do ręki. Ludzie mieli wielkie zaufanie do not, akceptując je jako tak samo dobre jak monety.
W niedługim czasie Fabian zauważył, że dokonywanie przez kogoś wymiany na złote monety stało się rzadkością. Pomyślał więc: "Jestem w posiadaniu tego całego złota i wciąż pozostaję ciężko pracującym rzemieślnikiem. To nie ma sensu. Czyż nie istnieją dziesiątki ludzi, którzy będą gotowi zapłacić mi odsetki za użycie tego złota leżącego w sejfie, o które rzadko się ktoś upomina?".
Prawdą jest, że złoto nie należy do mnie, ale jest w moim władaniu - i tylko to ma znaczenie. Nie muszę produkować monet, gdyż mogę użyć monet przechowywanych w sejfie".
Na początku był on bardzo ostrożny, pożyczając jedynie kilka monet za każdym razem i tylko mając bardzo solidne zabezpieczenie. Stopniowo jednak stał się odważniejszy i zaczął pożyczać większe sumy pieniędzy.
Pewnego dnia zwrócono się do niego o dużą pożyczkę. Fabian zasugerował: "Zamiast brania ze sobą tych wszystkich monet, możemy w waszym imieniu dokonać depozytu, w związku z czym wystawimy wam kilka not opiewających na sumę wszystkich monet". Pożyczkobiorca zgodził się i zamiast monet pobrał pakiet not. Zaciągnął pożyczkę, ale złoto pozostało w sejfie. Po wyjściu klienta, Fabian uśmiechnął się. Wilk był syty i owca cała. Mógł "pożyczać" złoto i wciąż mieć je w swoim posiadaniu.
Znajomi, nieznajomi, przyjaciele i wrogowie - wszyscy potrzebowali funduszy, aby kontynuować swoją działalność. Jeśli tylko mogli dać jakieś zabezpieczenie - mogli pożyczyć tyle, ile potrzebowali. Fabian był w stanie "pożyczyć" pieniądze poprzez zwyczajne wypisanie not opiewających na kilkakrotną wartość złota przechowywanego w sejfie, nie będąc nawet właścicielem tego złota. Wszystko było bezpieczne dopóty, dopóki prawdziwi właściciele nie zjawili się po swoje złoto i utrzymane było zaufanie ludzi.
Prowadził swoją rachunkowość w książkach, które ukazywały zadłużenia i depozyty wszystkich osób. Biznes związany z pożyczaniem pieniędzy okazał się być bardzo lukratywny.
Społeczna pozycja Fabiana rosła prawie tak szybko, jak jego bogactwo. Stał się ważnym człowiekiem, wymagającym respektu. Jego opinia w sprawach finansów była jak wyrocznia.
Złotników z innych miast zaciekawiła jego działalność i pewnego dnia złożyli mu wizytę. Powiedział im, co robi, ale bardzo mocno podkreślił potrzebę zachowania sekretu.
Jeśli ich plan zostanie ujawniony - cały system może upaść, zatem zgodzili się stworzyć swój sekretny sojusz.
Każdy z nich powrócił do swojego miasta, aby rozpocząć działalność, której Fabian ich nauczył.
Ludzie zaczęli akceptować noty jako tak samo dobry środek, jak złoto, a wiele not zostało złożonych w depozycie, podobnie jak miało to miejsce z monetami. Gdy jeden kupiec chciał zapłacić drugiemu za towar, wypisywał Fabianowi jedynie krótką adnotację instruującą go, aby przemieścił pieniądze z jego konta na konto drugiego kupca. Dokonanie zmiany zapisu na obu kontach zabierało Fabianowi tylko kilka minut.
Ten nowy system stał się bardzo popularny, a adnotacje nazwano "czekami".
Pewnego wieczoru, gdy złotnicy mieli kolejne spotkanie, Fabian przedstawił nowy plan. Następnego dnia zwołano spotkanie ze wszystkimi gubernatorami, którym Fabian rzekł: "Noty, które wystawiamy, stały się bardzo popularne. Wszyscy niewątpliwie używacie ich i potwierdzacie ich przydatność". Gubernatorzy pokiwali głowami, potwierdzając to i zastanawiając się, na czym polega problem. "Cóż", rzekł Fabian, "Niektóre noty są kopiowane przez fałszerzy. Tej praktyce należy położyć kres".
Gubernatorzy zaniepokoili się. "Co możemy zrobić?". Fabian odpowiedział: "Sugeruję, aby drukowanie not stało się zajęciem rządu. Będzie to robione na specjalnym papierze z użyciem zawiłego wzornictwa i każda nota będzie podpisana przez naczelnego gubernatora. My złotnicy zgadzamy się pokrywać koszty druku, gdyż zaoszczędzi to nam wiele czasu potrzebnego na wypisywanie not". Gubernatorzy przyznali, że ochrona ludzi przed fałszerzami leży w ich gestii i pomysł wydaje się dobry. Zatem uchwalono wydrukowanie not, którym nadano nazwę "banknotów".
"Drugim problemem jest to"- rzekł Fabian - "że niektórzy ludzie poszukują złota i produkują własne złote monety. Sugeruję, aby uchwalić prawo, które będzie wymagało oddania złota, które znajdą. Oczywiście zostanie im to wyrównane przy pomocy banknotów i monet".
Pomysł wydawał się być dobry, więc wydrukowano dużą ilość nowych banknotów. Każdy z nich miał nadrukowaną wartość: 1$, 2$, 5$, 10$ itd. Niewielki koszt druku został pokryty przez złotników.
Banknoty były o wiele łatwiejsze do noszenia i wkrótce zostały zaakceptowane przez ludność. Jednak pomimo ich popularności, banknoty i monety były używane jedynie w 10% transakcji. Rejestry wykazały, że 90% transakcji pokrywał system czeków.
Nastąpiła następna część realizacji planu. Dotychczas ludzie płacili Fabianowi za strzeżenie ich pieniędzy. Aby ściągnąć więcej pieniędzy do sejfu, Fabian zaoferował płacenie 3% odsetek tym, którzy zdeponują swoje pieniądze.
Większość ludzi uważała, że Fabian pożyczał ich pieniądze na 5% i jego profit stanowił różnicę 2%. Nie podważali tego jednak, gdyż zarobek 3% był o wiele lepszy niż płacenie za pilnowanie ich pieniędzy.
Ilość oszczędności rosła, wypełniając dodatkowe sejfy. Fabian był w stanie pożyczać 200$, 300$, 400$, a czasem nawet do 900$ w odniesieniu do każdych 100$ przechowywanych w depozycie. Musiał być ostrożny, aby nie przekroczyć stosunku 9:1, gdyż jedna osoba na dziesięć potrzebowała banknotów i monet do użytku.
Gdyby zabrakło pieniędzy, kiedy są potrzebne, ludzie staliby się podejrzliwi, gdyż ich książeczki depozytowe pokazywały, ile pieniędzy zdeponowali. Mimo wszystko za każde 900$, jakie Fabian im pożyczał, wypisując własne czeki, mógł żądać do 45$ odsetek, np. 5% od 900$. Mógł zatem wypłacać 3$ odsetek za każde zdeponowane 100$, które nigdy nie opuszczało jego sejfu. Oznacza to, że na każdych 100$ przechowywanych w depozycie był on w stanie uzyskać 42$ profitu, choć większość ludzi była przekonana, że zarabiał tylko 2%. Inni złotnicy robili to samo. Stworzyli pieniądze z niczego, jednym posunięciem ołówka, a następnie pobierali za to odsetki.
Prawdą jest, że oni nie produkowali pieniędzy, gdyż rząd drukował banknoty, bił monety i przekazywał złotnikom do dystrybucji. Jedynym kosztem Fabiana była niewielka opłata za druk. Wciąż mogli tworzyć z niczego pożyczane pieniądze i obciążać za to odsetkami od pożyczonej sumy. Większość ludzi była przekonana, że dostarczanie pieniędzy było działaniem rządu. Wierzyli też w to, że Fabian pożyczał im pieniądze, które ktoś inny zdeponował, jednak bardzo dziwne było to, że gdy pożyczka była przyznana, niczyj depozyt nigdy nie malał. Gdyby każdy nagle zechciał wypłacić swój depozyt, defraudacja zostałaby ujawniona.
Gdy żądano pożyczki w banknotach i monetach, nie stanowiło to problemu. Fabian wytłumaczył rządowi, że przyrost populacji i produkcji wymagał większej ilości banknotów i nabywał je za drobną opłatą pokrywającą koszt druku.
Pewnego dnia odwiedził Fabiana zamyślony mężczyzna. "Obciążenia odsetkami są niewłaściwe", rzekł. "Za każde 100$ jakie wypuszczasz, żądasz 105$ zwrotu. Te dodatkowe 5% nigdy nie będzie spłacone, gdyż nie istnieje.
Rolnicy produkują żywność, przemysł wytwarza artykuły itd., ale tylko wy produkujecie pieniądze. Załóżmy, że w całym kraju istnieje tylko dwóch biznesmenów i zatrudniamy wszystkich innych. Każdy z nas pożycza 100$, z czego 90$ płacimy w pensjach i kosztach i otrzymujemy 10$ profitu, co jest naszym zarobkiem. Oznacza to, że całkowita siła nabywcza wynosi 90$ + 10$ razy dwa, czyli 200$. Jednak, aby wam zapłacić, musimy sprzedać całą naszą produkcję za 210$. Jeśli jednemu z nas uda się sprzedać całą produkcję za 105%, ten drugi może otrzymać tylko 95%. Dodatkowo, część jego towarów nie może być sprzedana, gdyż nie istnieją pieniądze, którymi można by za nie zapłacić.
Jeden z nas wciąż będzie wam winny 10% i jedynym sposobem spłacenia tej pożyczki jest jeszcze większe zapożyczenie się. Taki system nie może istnieć".
Mężczyzna kontynuował: "Oczywiste jest, że powinniście wypuścić 105$, np. 100$ dla mnie i 5$ dla siebie na wydatki. W ten sposób w obiegu znajdzie się 105$, więc zadłużenie będzie mogło być spłacone".
Fabian słuchał w ciszy, a następnie rzekł: "Gospodarka finansowa jest bardzo zawiłym tematem, mój chłopcze. Trzeba spędzić wiele lat na jej studiowaniu. Pozwól, że ja będę się martwił o te sprawy, a ty będziesz pilnował swoich. Musisz się stać bardziej wydajny, zwiększyć swoją produkcję, obniżyć swoje koszty i stać się lepszym biznesmenem. Zawsze służę pomocą w tych sprawach".
Mężczyzna wyszedł, wciąż nieprzekonany. Uważał, że w działalności Fabiana istnieje jakaś nieprawidłowość i sądził, że jego pytanie zostało potraktowane unikiem.
Większość ludzi jednak wciąż liczyła się ze zdaniem Fabiana, komentując: "On jest ekspertem i inni muszą być w błędzie. Popatrz, jak nasz kraj się rozwinął, jak wzrosła produkcja - pewne jest, że powodzi się nam lepiej".
Aby pokryć odsetki od pieniędzy, które pożyczyli, kupcy byli zmuszeni podwyższyć swoje ceny. Pracownicy zaczęli się skarżyć, że pensje były zbyt niskie. Pracodawcy odmówili podwyższenia pensji, twierdząc, że byliby zrujnowani. Farmerzy nie mogli osiągnąć właściwej ceny za swoje produkty. Gospodynie domowe narzekały, że jedzenie stawało się zbyt drogie.
Na koniec niektórzy ludzie zaczęli strajkować - coś, o czym nie słyszano nigdy przedtem. Inni zostali powaleni przez biedę, a ich krewni i przyjaciele nie byli im w stanie pomóc. Większość zapomniała o prawdziwym bogactwie, jakie ich otaczało - żyznych ziemiach, wspaniałych lasach, zwierzynie i minerałach. Byli w stanie myśleć tylko o pieniądzach, których ilość zawsze wydawała się ograniczona. Nigdy jednak nie zakwestionowali istniejącego systemu. Wierzyli, że to rząd nim kieruje.
Kilka osób wycofało swoje zdeponowane pieniądze i utworzyło firmy "finansowe" lub "kasy pożyczkowe". Tym sposobem mogli pobierać 6% lub więcej, co było lepsze niż 3%, które płacił Fabian, ale mogli pożyczać tylko pieniądze, które mieli na własność. Nie posiadali tej niespotykanej mocy umożliwiającej tworzenie pieniędzy z niczego - poprzez wpisywanie sum w swoich księgach.
Te firmy finansowe były zmartwieniem Fabiana i jego przyjaciół, więc szybko utworzyli kilka własnych. W większości przypadków wykupili wszystkich innych, zanim zaczęli działać. W niedługim czasie wszystkie firmy finansowe były ich własnością lub pod ich kontrolą.
Sytuacja gospodarcza pogorszyła się. Ludzie żyjący z pensji byli przekonani, że ich bossowie uzyskują zbyt duży profit. Bossowie twierdzili, że pracownicy są zbyt leniwi i nie wykonują uczciwie swojej codziennej pracy, a każdy inny obwiniał całą resztę. Gubernatorzy nie mogli znaleźć odpowiedzi na to wszystko i wyglądało na to, że powstałe problemy poszerzały biedę.
Zorganizowano system pomocy społecznej i uchwalono przepisy zmuszające ludzi do łożenia na niego. To wywołało niezadowolenie wielu osób, gdyż wierzyli w starą ideę pomocy sąsiedzkiej, która się brała z dobrej woli.
"Te przepisy - to nic innego, jak zalegalizowana grabież. Zabieranie komuś wbrew jego woli, bez względu na cel w jakim ma być użyte, niczym nie różni się od kradzieży" - mawiali ludzie.
Każdy człowiek czuł się jednak bezsilny i obawiał się skazania na więzienie, czym straszono za niepłacenie. System pomocy społecznej przyniósł jakąś ulgę, ale niedługo problem znów się poszerzył i potrzeba było więcej pieniędzy, aby sobie poradzić. Koszt tych systemów rósł coraz bardziej, a wraz z nim rozrastał się rząd.
Większość z gubernatorów należała do szczerych ludzi, próbując robić wszystko, co w ich mocy. Nie chcieli już żądać od ludności więcej pieniędzy i w końcu, nie mieli innego wyboru, jak pożyczyć pieniądze od Fabiana i jego przyjaciół. Nie bardzo wiedzieli, jak to spłacą. Rodzice nie mogli już sobie pozwolić na opłacenie nauczycieli swoich dzieci. Nie mogli opłacić lekarzy. Przewoźnicy wypadali z biznesu.
Rząd był zmuszony przejmować jednych po drugich. Nauczyciele, lekarze i wielu innych stało się pracownikami państwowymi.
Niewielu było usatysfakcjonowanych swoją pracą. Otrzymywali sensowną płacę, ale stracili poczucie swojej tożsamości. Stali się małymi zębami należącymi do kół wielkiej machiny.
Nie istniało miejsce na osobistą inicjatywę, małe uznanie czy wysiłek. Wynagrodzenie było z góry określone, a awans możliwy tylko wtedy, gdy zwierzchnik przeszedł na emeryturę lub umarł.
Będąc w desperacji, gubernatorzy zdecydowali się zasięgnąć porady Fabiana. Uważali go za bardzo mądrego człowieka i wyglądało na to, że wie, jak rozwiązać te sprawy. Wysłuchał ich problemów i rzekł: "Wielu ludzi nie może rozwiązać swoich problemów - potrzebują kogoś, kto zrobi to za nich.
Zgodzicie się zapewne ze mną, że większość ludzi ma prawo być szczęśliwymi i zasługuje na minimum niezbędne do życia. Czyż jednym z najważniejszych powiedzeń nie jest: "Wszyscy ludzie są równi?".
Jedynym sposobem na przywrócenie równowagi jest zabranie nadmiaru majątku bogatym i danie biednym. Wprowadźcie system podatków. Im więcej ktoś ma, tym więcej musi zapłacić. Pobierajcie podatki od każdej osoby w zależności od jej możliwości i rozdawajcie w zależności od potrzeb. Szkoły i szpitale powinny być bezpłatne dla tych, którzy nie mogą sobie na nie pozwolić...".
Wygłosił im długą przemowę na temat dobrze brzmiących ideałów i zakończył: "No i nie zapomnijcie, że jesteście mi winni pieniądze". Pożyczacie już od dłuższego czasu. Jedyne co mogę dla was zrobić, to zgodzić się na płacenie wyłącznie odsetek. Sumę podstawową zostawmy jako dług i płaćcie mi tylko odsetki".
Rozeszli się i bez przemyślenia filozofii Fabiana wprowadzili progresywny system podatków: im więcej zarabiasz, tym wyższą stawkę płacisz. Nikt z tego nie był zadowolony, ale miał tylko dwa wyjścia: płacić podatki lub iść do więzienia.
Kupcy znów byli zmuszeni podnieść ceny. Pracownicy domagali się wyższych płac, powodując upadek biznesu wielu pracodawców lub zastąpienie ludzi maszynami. To wywołało dalsze bezrobocie i wprowadzenie przez rząd dalszych zapomóg i pomocy społecznej.
Aby niektóre branże utrzymać tylko ze względu na utrzymanie zatrudnienia, wprowadzono następne podatki oraz opłaty celne. Niektórzy ludzie zastanawiali się, czy celem danej produkcji jest wytwarzanie dóbr czy utrzymanie zatrudnienia.
W miarę jak sprawy się pogarszały, próbowano kontrolować zarobki, ceny i wszystko inne. Rząd próbował zdobyć więcej pieniędzy poprzez podatek od sprzedaży, podatek od zarobków i z innych rodzajów podatku. Ktoś zauważył, że bochenek chleba zawierał 50 podatków, zaczynając od rolnika uprawiającego pszenicę, a skończywszy na gospodyni domowej.
Pojawili się "eksperci" i niektórzy z nich zostali wybrani do rządu, ale po każdym rocznym spotkaniu powracali prawie bez żadnych osiągnięć, poza wiadomością, że podatki poddano "restrukturyzacji", czego wynikiem było zawsze podniesienie podatków.
Fabian zaczął się domagać spłaty swoich odsetek i coraz większa część podatków była potrzebna do ich spłaty.
Następnie nastały partie polityczne. Ludzie zaczęli roztrząsać, która grupa gubernatorów najlepiej rozwiąże problemy. Dyskutowali na temat osobowości, idealizmu, nazw partii - o wszystkim, poza rzeczywistym problemem.
Kłopoty zaczynały mieć rady miejskie. W jednym z miast odsetki od zadłużenia przekroczyły sumę podatków od nieruchomości pobieranych w ciągu roku. Niezapłacone odsetki wzrastały i naliczano odsetki od odsetek.
Stopniowo duża część prawdziwego majątku stała własnością Fabiana lub była pod kontrolą jego przyjaciół, a wraz z tym - nastała większa kontrola nad ludźmi. Kontrola ta nie była jednak jeszcze pełna. Wiedzieli, że sytuacja nie będzie bezpieczna dopóty, dopóki każda osoba nie będzie pod kontrolą.
Większość ludzi sprzeciwiających się systemowi można było uciszyć, wywierając presję finansową lub wyśmiewając ich publicznie. Aby tego dokonać, Fabian i jego przyjaciele wykupili większość gazet, stacji telewizyjnych i radiowych oraz ostrożnie selekcjonowali ludzi do prowadzenia ich. Wielu z tych ludzi miało szczere zamiary ulepszenia świata, ale nigdy się nie zorientowali, jak są wykorzystywani. Ich rozwiązania zawsze były związane ze skutkami problemu, a nigdy z jego przyczyną.
Istniało kilka różnych gazet: jedna reprezentowała prawe skrzydło, jedna lewe, jedna pracowników, jedna bossów itd. Nie miało znaczenia, której wierzyłeś, tak długo, dopóki nie zająłeś się rzeczywistym problemem.
Plan Fabiana był prawie na ukończeniu - cały kraj był zadłużony u niego. Posiadł kontrolę na ludzkimi umysłami poprzez system edukacji i media. Ludzie byli w stanie myśleć tylko o tym i wierzyć tylko w to, co on dyktował.
Gdy człowiek ma więcej pieniędzy niż jest w stanie wydać na swoje przyjemności, cóż mu jeszcze zostaje? Dla tych, którzy mają mentalność klasy wiodącej - odpowiedzią jest władza - surowa władza panująca nad innymi istotami ludzkimi. W mediach i w rządzie użyci byli idealiści, ale prawdziwymi nadzorcami, których Fabian szukał, byli ci z mentalnością klasy wiodącej.
Większość ze złotników stała się takimi. Znali uczucie wielkiego bogactwa, ale już dłużej to ich nie satysfakcjonowało. Potrzebowali wyzwania i ekscytacji oraz władzy nad umysłami mas w prowadzeniu gry ostatecznej.
Wierzyli, że są ponad wszystkimi innymi. "Panowanie jest naszym prawem i obowiązkiem. Masy nie wiedzą, co jest dla nich dobre. Muszą być zebrane i zorganizowane. Panowanie jest prawem, które posiadamy od urodzenia".
Fabian i jego przyjaciele mieli rozmieszczone po kraju biura pożyczek. Owszem, były one w prywatnych rękach i odseparowane od siebie. Teoretycznie konkurowały ze sobą, ale w rzeczywistości blisko ze sobą współpracowały. Po przekonaniu jednego z gubernatorów, powołano instytucję, którą nazwali Centrum Rezerw Pieniężnych. Aby tego dokonać, nie użyli nawet swoich pieniędzy. Stworzyli kredyt w oparciu o część pieniędzy będących depozytem innych ludzi.
Instytucja ta była zewnętrzną fasadą systemu regulującego podaż pieniędzy, jako reprezentująca rządowe działanie. Dziwne jednak było to, że ani gubernatorzy ani urzędnicy państwowi nie mogli zasiadać w radzie nadzorczej.
Rząd nie pożyczał już teraz bezpośrednio od Fabiana, ale zaczął używać systemu kredytowego Centrum Rezerw Pieniężnych. Oferowanym zabezpieczeniem były szacunkowe wpływy z przyszłorocznych podatków. To było zgodne z planami Fabiana - odsunąć podejrzenie od jego osoby i przenieść na pozorne działania rządu. On jednak wciąż pozostawał jako nadzorujący kontrolę, działając za kulisami.
Fabian posiadał pośrednią kontrolę nad rządem w takim zakresie, że rząd był zmuszony zgodzić się na jego dyrektywę. Chełpił się: "Pozwólcie mi kontrolować pieniądze narodu, a będzie mi obojętne, kto ustanawia jego prawo". Nie miało to większego znaczenia, która z grup gubernatorów była wybierana. Fabian kontrolował pieniądze - krew narodu.
Rząd otrzymywał pieniądze, ale z każdej pożyczki były zawsze potrącane odsetki. Coraz więcej rząd wydawał na zapomogi i inne programy społeczne i w niedługim czasie zaczął mieć trudności w spłacaniu odsetek, nie wspominając o głównej sumie pożyczki.
Wciąż istniały osoby, które zadawały pytania: "Pieniądze - to system stworzony przez człowieka. Czyż nie mógłby być uregulowany w taki sposób, aby służył ludziom, a nie panował nad nimi?". Ludzi takich było jednak coraz mniej, a ich głosy ginęły w szale ściągania nieistniejących odsetek.
Zmieniła się administracja, zmieniły się nazwy partii, ale główne przepisy trwały. Bez względu na to, jaki rząd był u władzy, ostateczny cel Fabiana z każdym rokiem był bliższy realizacji. Zasady uznawane przez ludzi nic nie znaczyły. Byli opodatkowani do maksymalnych granic. Nie byli już w stanie płacić więcej. Nadszedł czas na finałowe posunięcie Fabiana.
10% pieniędzy wciąż było używane w formie banknotów i monet. To należało znieść, robiąc to w taki sposób, aby nie wywołać podejrzenia. Tak długo, jak ludzie używali gotówki, mogli kupować i sprzedawać według własnego uznania, mając wciąż możliwość kierowania do pewnego stopnia swoim życiem.
Noszenie ze sobą banknotów i monet nie było jednak zawsze bezpieczne, czeki nie były akceptowane poza lokalną społecznością i w związku z tym oczekiwano wygodniejszego systemu. Kolejny raz Fabian posiadał odpowiedź. Jego organizacja wydała każdemu małą plastikową kartę, która zawierała imię i nazwisko osoby, zdjęcie i numer identyfikacyjny.
Gdy ktoś okazywał tę kartę, sklepikarz dzwonił do centralnego komputera, aby sprawdzić dostępność kredytu. Jeśli był dostępny, osoba mogła kupić to, co chciała - nie przekraczając wyznaczonej sumy.
Na początku wolno było wydać tylko małą sumę z kredytu i jeśli była spłacona w ciągu miesiąca, odsetki nie były naliczane. To było dobre dla ludzi pozostających na pensji, ale biznesmen nie miał nawet z czym zaczynać. Musiał on zainstalować maszyny, wyprodukować produkty, zapłacić pensje itd., a następnie sprzedać wszystkie produkty i spłacić kredyt. Jeśli przekroczył miesięczny termin, obciążano go odsetkami 1,5% za każdy miesiąc, jaki zalegał z długiem. W ciągu roku dawało to razem 18%.
Biznesmeni nie mieli innego wyjścia, jak tylko dodać te 18% do ceny sprzedaży. Te dodatkowe pieniądze (kredyt na 18%) nie były tak naprawdę nikomu pożyczane. W całym kraju nałożono na biznesmenów zadanie spłacenia 118$ za każde pożyczone przez nich 100$. Te dodatkowe 18$ nigdy jednak nie było stworzone.
Pomimo tego społeczna pozycja Fabiana i jego przyjaciół wzrosła. Obdarzano ich wielkim poważaniem. Ich wypowiedzi w związku z finansami i gospodarką były przyjmowane jak nakazy religijne.
Z powodu ciągle wzrastających podatków wiele małych biznesów upadło. Na prowadzenie różnych działalności potrzebne były specjalne licencje, więc pozostali odczuwali trudności w ich prowadzeniu. Fabian był właścicielem lub kontrolował wszystkie wielkie firmy, które posiadały setki różnych filii. Wyglądało to tak, jakby ze sobą konkurowały, ale wszystkie były przez niego kontrolowane. Na koniec wszystkie firmy zostały wyparte z biznesu. Hydraulików, blacharzy, elektryków i większość innych branż czekał ten sam los - połykały ich firmy-olbrzymy Fabiana, mające ochronę ze strony rządu.
Fabian chciał, aby plastikowe karty wyeliminowały banknoty i monety. Plan jego zakładał, że kiedy wszystkie zostaną wyeliminowane, działać będą mogły tylko biznesy używające komputerowego systemu kart.
Planował, że niektórzy ludzie prędzej czy później zagubią kartę i w związku z tym nie będą mogli niczego kupić ani sprzedać, dopóki nie zostanie przeprowadzony dowód identyfikacyjny. Zmierzał więc, do wprowadzenia przepisu dającego mu ostateczną kontrolę nad innymi - przepisu prawnego zmuszającego każdego do posiadania numeru identyfikacyjnego wytatuowanego na ręce. Numer byłby widzialny jedynie w specjalnym świetle, połączonym z komputerem. Każdy komputer byłby połączony z centralnym komputerem, więc Fabian wiedziałby wszystko o każdej osobie.
Ta historia jest oczywiście fikcyjna. Jeśli jednak zaniepokoiła Cię, gdyż jest bliska prawdy i chcesz ją zgłębić - punktem wyjścia jest poznanie ludzi podobnych Fabianowi, działających w rzeczywistości. Byli nimi angielscy złotnicy XVI i XVII wieku.
Na przykład, Bank of England rozpoczął swoją działalność w 1694 r. Król William był w kłopotach finansowych, które były wynikiem wojny z Francją. Złotnicy "pożyczyli mu" 1,2 miliona funtów (niewyobrażalnie wielką sumę w tamtych czasach), obwarowując to takimi warunkami:
1. Odsetki wyniosą 8%. (Należy pamiętać, że Magna Carta określała jednoznacznie, iż obciążanie lub pobieranie odsetek jest karane wyrokiem śmierci).
2. Król nada złotnikom przywilej prowadzenia banku. (To dało im prawo udzielania kredytu).
Zanim to nastąpiło, wystawianie noty za zdeponowane pieniądze było całkowicie nielegalne. Nadany przywilej to zalegalizował.
W 1694 r. William Patterson otrzymał przywilej założenia banku - Bank of England.
(C) Larry Hannigan 1971, Australia
Przekład: Krzysztof Szramko
Jakub - Wto Sty 29, 2008 20:52
Wiele osób nawet nie zdaje sobie sprawy, jakie mechanizmy kryją się za zadrukowanymi kawałkami papieru, zwanymi pieniędzmi. Na początek pewien film, który nieco przybliża ten temat.
Blue - Pon Lut 04, 2008 08:22
Znalazłam ciekawą wypowiedź. Co Wy na to ?
Wieczne powroty pieniądza
Poniedziałek, 04.02.2008 01:50
Już starożytni Grecy zauważyli, że byt nie przechodzi w niebyt, tylko zmienia formę. W przyrodzie nic nie ginie. Ekonomia to część przyrody i dlatego pieniądz krąży w niej bez spoczynku.
Woda paruje, potem z chmurki spada deszcz, zamarza, topi się i znów paruje. Wieczne powroty! Pieniądze krążą jako środek płatniczy. Kiedyś płacono kruszcem a jeszcze wcześniej wymieniano towar za towar, usługę za usługę. W końcu żeby ułatwić obrót, wymyślono pieniądze.
Wszystko ładnie by wyglądało, ale z biegiem lat pojawił się poborca podatkowy i to nie taki, który brał na tanie, sprawne państwo, lecz uciskał ludzi, by wyżywić rozrastającą się biurokrację. Biurokracja z kolei wymyśliła sobie zajęcie - pilnowanie obywateli, by ci za bardzo się nie bogacili a jeżeli nawet zechce im się pomnażać majątek, to tak zadziałać, żeby ochoczo podzielili się z państwem, czytaj z nimi.
Wokół narośli biurokratycznej zaczęli zarabiać politycy. Politycy wymyślali kolejne prawa mające na celu "ułatwić" ludziom życie. Aktywność przedsiębiorców na skutek tego "pomagania" zaczęła maleć. Aby im "pomóc", wymyślono doradztwo podatkowe.
Polityk psuje prawo i dzięki temu doradca podatkowy ma co robić Tak to dokładnie wygląda. Im gorzej, tym lepiej. Doradca podatkowy z kolei oddaje głos na "pomysłowego" posła, bo wie, że jeżeli wszedłby do parlamentu człowiek przedsiębiorczy, to pozbawiłby "pracy" doradcę podatkowego. Kabaret!
Tymczasem najlepiej jest, jeśli pieniądz krąży swoimi drogami. Ludzie są w stanie sami sobie poradzić bez polityków i doradców. Trzeba tylko wywalić do kosza kilka ton prawa. Weźmy prosty przykład - przedsiębiorca zarabia, z tego, co zarobi, część przeje - da w ten sposób pracę innym. Pojedzie na wycieczkę - też da pracę innym i dochód. Najgorszy wariant, przepije - też da zarobić Polmosom.
Człowiek ma już to zapisane w naturze, że chce się rozwijać i dążyć ku lepszemu. Czymś naturalnym jest chęć poprawiania swojego losu. Przez rozwój jednostek bogaci się całe społeczeństwo. W Polsce natomiast tak stworzono prawo, że najbogatsi, których stać na różnych znachorów-doradców, nie płacą podatków! Reszta płaci za nich. Zdarza się, że doradca zna posła! A słyszałem nawet o przypadku, kiedy żona posła była doradcą podatkowym. Czy tacy posłowie będą dążyć do stworzenia normalnego systemu podatkowego?
Sposobem na rozwój gospodarki jest jej odbiurokratyzowanie i uruchomienie wielkich pokładów przedsiębiorczości Polaków. Żeby tak się stało, należy wymienić całą "klasę polityczną". Ci ludzie nic nie potrafią, grzeją się w Sejmie za nasze pieniądze. To oni hamują rozwój ekonomiczny kraju.
Dzisiaj z każdych zarobionych stu złotych podatnik oddaje do budżetu grubo ponad 50 zł. Te kwoty mogłyby pracować w gospodarce tworząc nowe miejsca pracy i czyniąc polską gospodarkę bardziej konkurencyjną.
Stany Zjednoczone rozwijały się najszybciej na początku, kiedy podatki były bardzo niskie i proste. Wiadomo, że jeżeli dana osoba zarobi, to nie puści banknotów z dymem. Tymczasem w Polsce dużo mówi się o pracowaniu, jest cała armia umęczonych pracowników, tylko nie widać efektów tej pracy. Pracują inni, to i ja pracuję, a po pracy narzekam, że pracuję - tak to zazwyczaj wygląda.
Pierwotnie pieniądze czy inne środki płatnicze przepływały swobodnie między handlującymi osobami. W takim systemie towar szybko zmienia właściciela i trafia w ręce tego, kto go potrzebuje. Opodatkowanie handlu i obrotu gospodarczego pociąga za sobą szereg negatywnych konsekwencji. Przedsiębiorcy muszą koncentrować się na załatwianiu formalności, co pożera cenny czas.
Na dodatek, jeżeli mielibyśmy pogłówne, to przepływy w obrocie gospodarczym trafiałyby w całości w ręce przedsiębiorców. Nie byłoby żadnych subwencji czy dotacji, które polegają tak naprawdę na zabieraniu przez fiskusa podatnikom pieniędzy a potem ich rozdzielaniu w akcie "dobroczynności".
PS
Niniejszy artykuł nie ma charakteru rekomendacji inwestycyjnej, a autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte pod jego wpływem. W razie jakichkolwiek pytań można do mnie śmiało mailować.
Paweł Juś
pawel.jus@hotmoney.p
http://www.hotmoney.pl/ar...a-podatkow.html
Blue - Pon Lut 04, 2008 19:28
Politycy chcą cię ostrzyc! Inwestorom giełdowym żyło się całkiem znośnie do czasu, kiedy wywodzący się z rządu SLD pan Belka wprowadził podatek od zysków na giełdzie, zwany "podatkiem Belki".
Czas mijał i nadeszły wybory, w których PiS ustami przyszłego premiera Kazimierza Marcinkiewicza zapowiedziało, że zlikwiduje ten ciężar fiskalny. Słowa nie dotrzymało i zaraz po wyborach, kiedy inwestorzy zaczęli upominać się o należne im pieniądze, politycy PiS-u udawali, że nie słyszą.
Czas mijał i nadeszły kolejne wybory, w których temat zniesienia podatku Belki powrócił, Platforma Obywatelska ustami posła Chlebowskiego zapowiedziała, że zniesie ten podatek, potem dołączył W. Pawlak i opowiedział się publicznie za zniesieniem tej wielkiej niesprawiedliwości. Czas pokazał, że były to tylko puste deklaracje. Przed wyborami posłowie z każdego klubu łącznie z Samoobroną deklarowali publicznie, że po wyborach ten podatek powinien zniknąć. Zrobili was w konia!
Podatek Belki płacą wszyscy inwestorzy, również ci, którzy inwestują za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych i choć w niektórych funduszach nie muszą go płacić w momencie konwersji jednostek uczestnictwa w rodzinie funduszy, to jednak przy umorzeniu jednostek, a więc przy wycofaniu się z funduszu nic ich nie uchroni przed zapłatą tego podatku! Zostaną skrupulatnie wydojeni przez fiskusa, ich pieniądze trafią do budżetu a następnie m.in. na konta posłów, którzy - jak wiadomo - żyją z naszych pieniędzy, a nie biorą się one z kosmosu!
W wielu krajach, które są znacznie bardziej rozwinięte niż Polska, nie ma odpowiednika podatku Belki. Wolna od podatku od zysków kapitałowych jest m.in. Belgia i nikt tam nie marudzi, że trzeba łatać dziurę budżetową.
Nie zapłacisz Belki, to namierzy cię urząd skarbowy, a wtedy drogo cię to będzie kosztować, możesz nawet pójść do więzienia! Czasem po latach urzędnicy coś znajdują i zaczyna się zabawa. Założenie rachunku inwestycyjnego w Belgii i inwestowanie z niego na giełdzie w Warszawie to zły pomysł! Przede wszystkim dlatego, że prawo polskie przewiduje nieograniczony obowiązek podatkowy, a więc taki inwestor w razie niezapłacenia podatku od zysków na giełdzie mógłby z łatwością zostać namierzony przez belgijską policję skarbową i trafić w ręce polskiej skarbówki. Wówczas sporo by go to kosztowało.
Politycy błędnie sądzą, że podatek od zysków kapitałowych zasila budżet. Jest to nieprawda, dlatego że udowodniono już empirycznie (krzywa Laffera), że nadmierny ciężar fiskalny prowadzi do zmniejszonych wpływów budżetowych. Inwestor, który umarzając jednostki uczestnictwa w funduszu inwestycyjnym ma z automatu kasowane aż 19% tego podatku, mógłby te pieniądze zagospodarować. Tymczasem trafiają one do budżetu a stamtąd na podwyżki dla posłów. W Sejmie hossa trwa cały czas!
Prosty kazus - inwestor zarobił na giełdzie 400 tysięcy złotych, państwo zabiera mu za nic prawie 80 tysięcy!!! Czy zgodzisz się na to, by wybrany przez ciebie poseł balował za twoje pieniądze na Majorce?
Jak znieść Belkę? Przycisnąć posłów! Proste! Zasypać ich mailami, dzwonić i postawić im ultimatum - albo znosicie ten tax, albo my was za kilka lat wyślemy na zieloną trawkę. Przed wyborami rozmawiałem osobiście o tym podatku z pewnym posłem, który jest przekonany, że ma poglądy wolnorynkowe. Namawiałem do zniesienia podatku Belki, nie pomogło. Dzisiaj tego posła już w Sejmie nie ma.
W demokracji powinno stawiać się na dialog, ale kiedy poseł jest głuchy, to nie ma innej broni niż kartka wyborcza. Prezydenta też to dotyczy, bo ma on prawo inicjatywy ustawodawczej. Dlatego kiedy były wybory samorządowe w Warszawie i nadeszła druga tura, to wielu inwestorów poszło w moje ślady i zbojkotowało wybory. Marcinkiewiczowi zabrakło niewiele, by wygrać, ale podziękowaliśmy mu za słowność i dziś jest już politycznym emerytem.
Podatek Belki narusza zasadę podwójnego opodatkowania, ponieważ dochody są już opodatkowywane na poziomie ich pierwotnego uzyskania, płacisz podatek dochodowy od osób fizycznych czy CIT, a potem fiskus dowala ci kolejny tax. Przyciśnij posła - to tylko kwestia podniesienia ręki i naciśnięcia przycisku dla 231 posłów. Chyba że jesteś frajerem, to wtedy płać, głosuj, a oni będą się z ciebie śmiać i obiecywać bez końca, że kiedyś, że za parę lat etc.
PS
Niniejszy artykuł nie ma charakteru rekomendacji inwestycyjnej, a autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte pod jego wpływem. W razie jakichkolwiek pytań można do mnie śmiało mailować.
Paweł Juś
pawel.jus@hotmoney.pl
http://www.hotmoney.pl/ar...atek-belki.html
Blue - Pon Lut 11, 2008 09:10
http://www.hotmoney.pl/ar...-przepisow.html
Dlaczego młodzi ludzie wieją z Polski? Dlaczego w Polsce nic się nie opłaca, jak słusznie zauważył twórca Optimusa Roman Kluska? Te i podobne pytania stawiają sobie od lat ekonomiści i przedsiębiorcy. Odpowiedź na nie jest prosta - mamy złe prawo!
Polskie prawo gospodarcze jest tak skonstruowane, że wykonywanie przez zwykłego przedsiębiorcę legalnie swojej działalności gospodarczej praktycznie jest niemożliwe.
Co innego wielki biznes, potężne holdingi zachodnie albo oligarchiczne interesy krajowych bossów, których stać na posiłkowanie się drogimi kancelariami prawnymi. Mały przedsiębiorca nie ma pieniędzy na kosztowną obsługę prawną, na zakładanie firm w rajach podatkowych, do których zagranica transferuje zyski.
Polityczny emeryt Kazimierz Marcinkiewicz zapowiadał, będąc jeszcze w polityce, stworzenie "jednego okienka". Chodziło o skumulowanie wszystkich urzędów w jednym miejscu, tak aby ułatwić małemu i średniemu biznesowi załatwianie bieżących spraw. Nic z tego nie wyszło i jak zwykle skończyło się na deklaracjach.
Wypełnianie PIT-ów, CIT-ów to zmora przedsiębiorców. Inaczej to powinno wyglądać - przychodzi gość do urzędu, kładzie stos papierów przed urzędnikiem, a ten je segreguje i załatwia wszelkie formalności - przedsiębiorcę nie powinno nic obchodzić poza dostarczeniem papierów i ewentualnym wpłaceniu wymaganej kwoty.
Jeżeli państwo nie potrafi sobie poradzić z tak prostymi sprawami, to jest organizmem bardzo niewydolnym. Zamiast obniżać podatki, w Polsce potworzono strefy ekonomiczne, czyli obszary będące uprzywilejowane w stosunku do reszty kraju. Co to za pomysły? Jest to segregacja gospodarcza.
W razie konfliktu z urzędem skarbowym polski przedsiębiorca jest w zasadzie bezbronny. Urzędnik żyje z podatków przedsiębiorcy, ale kiedy ten zjawia się w urzędzie, by coś załatwić, to urzędnik zdaje się nie pamiętać, skąd ma na chleb. Czy to jest trudne, żeby stworzyć to "jedno okienko"?
Kiedy zaczniemy już prowadzić działalność, to pasowałoby praktycznie cały czas przyglądać się pracom Sejmu, który co chwilę zmienia prawo. Kiedy przedsiębiorca zostanie pozwany do sądu i będzie wyjaśniał sędziemu, że nie słyszał o zmianie ustawy, usłyszy od zatrudnionego na etacie mędrca - Ignorantia iuris nocet...
Spory między przedsiębiorcami trwają latami, sądy gospodarcze często się korkują a wtedy sprawy ciągną się w nieskończoność. Do tego dochodzą często apelacje, kasacje, Strasburgi, jednym słowem by się procesować, trzeba mieć cierpliwość. Większość sędziów to ludzie, którzy przesiedzieli pół życia na etatach a o biznesie wiedzą tyle, co usłyszą w radio albo przeczytają w gazecie.
Przedsiębiorcy napotykają na szereg ograniczeń związanymi z licencjonowaniem i koncesjonowaniem przez państwo wielu obszarów gospodarki. Przykładowo chcąc sprzedawać piwo, trzeba opłacać regularnie koncesję, czyli taki kryptopodatek. Jesteś góralem i chcesz wozić bryczką turystów po Zakopanem, musisz mieć licencję. Chcesz handlować nieruchomościami? Musisz mieć licencję. Chcesz sprzedawać paliwa, nawet swoim sąsiadom? Musisz mieć licencję.
Polskie prawo gospodarcze to jeden wielki gąszcz przepisów, którego nie znają nawet jego twórcy. Wszędzie koncesje i licencje, znaczki skarbowe i stos papierów, z którymi trzeba biegać po urzędach. To wszytko ogranicza prowadzenie działalności gospodarczej. Zanim założy się firmę, trzeba złożyć wiele wniosków w kilku urzędach. W trakcie prowadzenia działalności mogą nas kontrolować liczne instytucje państwowe. Właśnie dlatego - jak powiedział Kluska - nic się nie opłaca.
PS
W razie jakichkolwiek pytań można do mnie śmiało mailować.
Paweł Juś
pawel.jus@hotmoney.pl
Blue - Pon Lut 11, 2008 15:34
Gazeta Prawna: 90 proc. traci ulgę
Aby nie płacić podatku od spadku, najbliższa rodzina musi zawiadomić urząd skarbowy, że chce skorzystać ze zwolnienia. Oświadczenie uprawniające do ulgi trzeba złożyć w ciągu miesiąca od uprawomocnienia się postanowienia sądu - przypomina "Gazeta Prawna".
Choć w ubiegłym roku zniesiono podatek od spadków i darowizn wśród najbliższej rodziny, spora grupa spadkobierców i darczyńców z tej grupy wciąż musi go płacić. W przypadku niektórych izb skarbowych dotyczy to nawet 90 proc. podatników, którzy ze zwolnienia mogliby skorzystać. Oznacza to, że z przysługujących zwolnień korzysta tylko jeden na dziesięciu uprawnionych.
Wszystko dlatego, że warunkiem zwolnienia jest zawiadomienie urzędu o nabyciu spadku. Spadkobierca ma na to miesiąc od powstania obowiązku podatkowego lub od dnia uprawomocnienia się postanowienia sądu stwierdzającego nabycie spadku. Kto takiego zawiadomienia nie złoży lub z jego złożeniem się spóźni, musi zapłacić podatek. Tymczasem większość podatników nie zdaje sobie z tego sprawy i albo takich zawiadomień nie składa, albo składa je z opóźnieniem.
http://wiadomosci.o2.pl/?s=512&t=10483
Blue - Pon Lut 11, 2008 15:47
Rzeczpospolita: Rolnicy tracą fundusze z Unii
W najbliższych tygodniach polscy rolnicy zaczną tracić miliony złotych z unijnych funduszy. Wszystko przez kompletne nieprzygotowanie agencji, która powinna je wypłacać - alarmuje "Rzeczpospolita".
Ministerstwo Rolnictwa, chcąc ratować sytuację, wprowadziło stan nadzwyczajny w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, która odpowiada za wypłatę unijnych pieniędzy przeznaczonych na rozwój obszarów wiejskich. Według "Rz" utrata części środków jest praktycznie nieunikniona.
Chodzi o pieniądze z funduszy, które polskie rolnictwo ma do wykorzystania w latach 2007 - 2013. Rolnicy mogą w tym czasie otrzymać z unijnej kasy w sumie 17 mld euro. Wszystkie te środki są jednak zagrożone. Nie ma mowy o ich wydawaniu, ponieważ agencja, która ma je wypłacać, jest do tego zupełnie nieprzygotowana. Poza jednym programem nie uruchomiła nawet zbierania wniosków. Z powodu zaniedbań w zeszłym roku do rolników nie trafiło już 2,3 mld zł. Fundusze te są jeszcze do odzyskania, ale z każdym dniem szanse na to maleją.
Według ministra rolnictwa Marka Sawickiego sytuacja jest poważna. "To jest stan nadzwyczajny. Robimy wszystko, by pieniądze nie przepadły" - zapewnia.
O kompletnej zapaści mówi Dariusz Wojtasik, od początku stycznia nowy szef ARiMR. Winą za katastrofalny stan przygotowań obarcza swoich poprzedników. "Ostatnie dwa lata zostały zmarnowane" - ocenia.
Zarzuty Wojtasika odpierają byli szefowie Ministerstwa Rolnictwa. Nie mają nic do zarzucenia ani sobie, ani poprzednim szefom agencji. "To się nie zaczęło za poprzedniego rządu. W ARiMR od zawsze były jakieś problemy i my też zastaliśmy tam złą sytuację" - mówi dziennikowi poprzedni minister rolnictwa Wojciech Mojzesowicz.
Andrzej Lepper, który przed nim kierował resortem, idzie jeszcze dalej. "Teraz dopiero się łapią za głowę?! Niech się wezmą do roboty" - mówi. Zapewnia, że za jego bytności w Ministerstwie Rolnictwa przygotowania do wypłaty środków unijnych przebiegały właściwie. "Nie ma mnie już w ministerstwie osiem miesięcy, więc niech nie przesadzają z tą odpowiedzialnością" - dodaje.
Wojtasik zastanawia się, czy o zaniedbaniach nie poinformować prokuratury. "To, co znajduję w dokumentach, chwilami wygląda na zwykły sabotaż" - tłumaczy rozmówca "Rzeczpospolitej".
http://wiadomosci.o2.pl/?s=512&t=10487
Blue - Sro Lut 13, 2008 16:14
Polacy przenoszą firmy do Czech ("Dziennik")
Mniejsza biurokracja, niższe podatki i chłonny rynek zbytu sprawiają, że polscy przedsiębiorcy coraz chętniej zakładają firmy u naszych południowych sąsiadów. Ministerstwo Finansów nie ma danych o ewentualnych stratach naszego budżetu - pisze "Wall Street Journal".
Wejście w życie układu z Schengen sprawiło, że przeniesienie działalności gospodarczej jest znacznie prostsze. Według danych jednej z czeskich wywiadowni handlowych w Czechach działa 700 spółek prawa handlowego, w których udział kapitału polskiego wynosi minimum 25%.
Powody przenosin są dwa: w Czechach są bardziej liberalne wymogi przy zakładaniu firm i niższe podatki. Zarejestrowanie firmy w Polsce trwa wedle przepisów 30 dni, a w niektórych przypadkach i dłużej, tymczasem w Czechach można to zrobić w dwa tygodnie, a w praktyce nawet w ciągu trzech, czterech dni.
Zakładając w Polsce spółkę z o.o., trzeba kapitał założycielski w wysokości minimum 50 tysięcy złotych wpłacić przed rejestracją. U południowych sąsiadów wynosi on 200 tysięcy koron (około 14 tysięcy złotych) i połowę tej kwoty można wpłacić przed rejestracją, resztę do pięciu lat.
Natalia Suska, prezes firmy Interplast z siedzibą w czeskim Brnie, która zajmuje się handlem materiałami budowlanymi, nie żałuje decyzji o otwarciu działalności w Czechach.
- Już sam VAT na materiały budowlane w Czechach wynosi 19%, a Polsce 22% - mówi Suska. Na Słowacji płaci się na przykład mniejszy podatek od nieruchomości. Działalność można łatwo zawiesić i odwiesić, a podatek VAT płaci się co trzy miesiące.
Ile na odpływie polskich przedsiębiorców do Czech czy na Słowację traci polski budżet? W biurze prasowym Ministerstwa Finansów nie posiadają takich danych. - Jest wolny rynek, panuje swobodny przepływ towarów i usług - mówią w ministerstwie.
http://www.dziennik.pl/go...y_do_Czech.html
Blue - Czw Lut 14, 2008 16:08
Uwaga! Atak islamskich... bankierów
Analitycy przewidują wzrost bankowości islamskiej osiągnie poziom nawet 20% rocznie.
W ciągu ostatnich 25 lat powstało ponad 200 banków islamskich. Obszar krajów OIC (Organization of Islamic Conference - stowarzyszenia 56 państw muzułmańskich), a szczególnie państwa Zatoki Perskiej są ważnym źródłem kapitału dla gospodarki USA i Europy Zachodniej.
Obecnie na świecie prawie każdy liczący się bank zachodni posiada działy islamskiej bankowości i finansów. Na świecie istnieje ponad 200 banków bezodsetkowych i ponad 100 islamskich funduszy inwestycyjnych zarządzających suma ponad 80 miliardów dolarów. Roczny przyrost w tej dziedzinie wynosi 10-15%.
Islamski system bankowy udziela kredytów nieoprocentowanych, wysoko oceniając jednak ich koszt.
- Bankowość islamska jest nowym zjawiskiem, które zdumiewa wielu obserwatorów - twierdzi dr Azzam Mubarak Saeed z Europejskiego Instytutu Gospodarki Bezodsetkowej. - Polega na tym, że globalna sieć islamskich banków, domów inwestycyjnych i innych instytucji finansowych została stworzona na podstawie reguł finansowych opisanych w Koranie.
System islamski swoimi zasadami objął więcej banki działające w 40 państwach z multibilionowymi wkładami depozytowymi na całym świecie. Bankowość islamska uważana jest za najszybciej rozwijający się sektor rynku usług finansowych. Na Bliskim Wschodzie pojawiła się ona zaledwie 30 lat temu, a teraz wartość jej funduszy szacuje się na około 70 bilionów dolarów.
Banki arabskie angażują się w przedsięwzięcia przemysłowe w znacznie większym stopniu niż ich odpowiedniki konwencjonalne. W praktyce jednak koncentrują swoje reguły na finansowaniu przedsięwzięć handlowych o charakterze krótkoterminowym, które są najmniej ryzykowne
Islamskie produkty finansowe osiągnęły zaskakujący sukces chociażby w Malezji, gdzie korzystają z nich już nie tylko muzułmanie. To właśnie tam, w lipcu 1983 roku, powstał pierwszy bank ściśle ukierunkowany na potrzeby muzułmańskich klientów. Od tej pory rozwój tego sektora postępuje w błyskawicznym tempie. Rozważa się wprowadzenie złotego dinara jako środka wymiany pieniężnej pomiędzy muzułmanami i krajami muzułmańskimi. Malezja zakłada, iż do roku 2010 nawet 20% transakcji tym kraju będzie prowadzonych w trybie bezodsetkowym.
Islamskie instytucje finansowe oferują obecnie prawie wszystkie usługi, jakie możemy spotkać w konwencjonalnych instytucjach. W tym celu musiały one obejść nieco prawo islamskie. Agencja ratingowa Standard & Poor’s szacuje wartość rynku islamskich usług finansowych na ponad 400 miliardów dolarów.
Dodatkowo badania Międzynarodowego Funduszu Walutowego wykazały, że rynek ten jest bardziej odporny na ewentualny kryzys globalnego systemu finansowego niż rynek bankowości konwencjonalnej. Dlatego obecne załamanie na rynku kredytów hipotecznych może przyspieszyć w niektórych krajach wzrost zainteresowania usługami islamskimi.
Robert Kiewlicz
http://www.hotmoney.pl/ar...-bankierow.html
Blue - Pon Mar 17, 2008 20:46
Padają banki w USA, zaczął się kryzys. Ludzie kupują złoto na czarną godzinę
Kryzys w USA winduje ceny złota. Metal zdrożał dziś drastycznie po informacjach o kłopotach jednego z dużych banków w USA - Bear Stearns. Inwestorzy kupują kruszec gdzie się da, bo zależność jest taka, że im tańszy dolar, tym droższe złoto. Tymczasem dolar tanieje, bo bank centralny USA obniża stopy procentowe, by ratować banki. I koło się zamyka.
Cena złota biła rekordy już w ubiegłym tygodniu, kiedy za uncję płacono na giełdach tysiąc dolarów. Dziś inwestorzy płacą za złoto nawet 1033 dol. To dowód na to, że wybuchła panika. Inwestorzy wycofują pieniądze z giełdy, bo boją się spadków akcji. Likwidują lokaty w bankach w obawie przed krachem w tym sektorze. Rezygnują z funduszy inwestycyjnych, które również lokowały pieniądze w bankach. Inwestorzy zamieniają gotówkę na bezpieczne złoto.
Jeśli tendencja się utrzyma, instytucje finansowe w USA zaczną masowo ogłaszać upadłość. Bear Stearns, bank z 85-letnią tradycją, poprosił o pomoc państwa. Jego akcje spadły o prawie 50 proc. z powodu chybionych inwestycji. Bank udzielał bardzo ryzykownych kredytów (tzw. kredytów subprime). Ponieważ okazało się, że wielu klientów jest niewypłacalnych, nie tylko bank na tym stracił, ale i rynek nieruchomości.
FED, czyli bank centralny USA, postanowił interweniować. Pożyczał pieniądze bankom i obcinał stopy procentowe. W ten sposób banki miały obniżyć oprocentowanie na lokatach. Z drugiej strony niższe stopy procentowe miały rozruszać gospodarkę. Niestety, wygląda na to, że zabieg nie powiódł się.
Bank inwestycyjny JPMorgan poinformował dziś, że przejmie zagrożony bankructwem Bear Tearns za ok. 240 mln dolarów. FED za kolei zapowiedział, że pomoże innym bankom w ten sposób, że sam będzie pożyczał im pieniądze.
"To, co robi Fed, świadczy, jak bardzo poważna jest sytuacja w USA i nie byłbym zdziwiony, jeśli w tym tygodniu złoto zdrożeje o kolejne 100 dolarów" - mówi Wallace Ng, główny makler metali szlachetnych w Fortis Bank w Hongkongu.
http://www.dziennik.pl/go...na_godzine.html
Blue - Nie Kwi 20, 2008 11:52
PIENIĄDZE: Polskie banki w obcych rękach
Zagraniczny kapitał kontroluje 70% polskiego sektora bankowego. Jen rok może zachwiać dotychczasowym układem sił wśród zagranicznych inwestorów w polskim sektorze bankowym.
Pod kontrolą dwunastu głównych zagranicznych inwestorów na koniec 2007 r. znalazło się 59,8% aktywów banków w Polsce. Jak wynika z danych NBP, zagraniczny kapitał kontroluje łącznie ponad 70% aktywów sektora. I ten odsetek będzie się zwiększał, gdyż mocne wejście w tym roku na nasz rynek zapowiadają kolejni gracze – pisze "Dziennik".
Układ sił może też zmienić zapowiedziana przez ministra skarbu Aleksandra Grada prywatyzacja trzech kolejnych banków, w których udziałowcem jest państwo: PKO BP, BGŻ i BOŚ. O ile ten pierwszy prawdopodobnie pozostanie pod kontrolą państwa, to w dwóch pozostałych dominującą rolę będzie odgrywał prawdopodobnie kapitał zagraniczny: BGŻ przejdzie pod kontrolę holenderskiego Rabobanku, a akcje BOŚ mają zostać sprzedane nowemu inwestorowi (być może będzie nim były akcjonariusz – szwedzki SEB).
W tym roku na rynku pojawią się też dwa zupełnie nowe banki tworzone od podstaw przez zagranicznych inwestorów. Pierwszy zbuduje włoska grupa inwestycyjna Carlo Tassara, drugi powstanie pod szyldem niemieckiego giganta ubezpieczeniowego Grupy Allianz. Na rozwój obu banków ich inwestorzy chcą przeznaczyć niebagatelną kwotę 2 mld zł.
– To potężne inwestycje, ale obu trudno będzie wskoczyć do pierwszej ligi. Większe szanse daję Niemcom, którzy mają ogromne doświadczenie, dysponują też gotowymi strukturami i dużą bazą klientów ubezpieczeniowej części Allianza w Polsce – ocenia Marcin Mazurek, analityk Intelace Research.
Po naszym wejściu do Unii Europejskej coraz popularniejszym sposobem na wejście na nasz rynek jest działalność przez oddział, a nie budowa czy kupno odrębnego banku w Polsce. Na wyobraźnię działa przykład greckiego Eurobanku EFG, któremu pod szyldem Polbanku w dwa lata udało się zdobyć 300 tys. klientów. Taki model działalności będzie wybierać zdecydowana większość inwestorów, którzy chcą wejść do Polski.
- To o wiele szybszy i mniej skomplikowany sposób – przekonuje Kazimierz Stańczak, dyrektor generalny Polbanku, który w ciągu czterech lat chce awansować z 21. miejsca do pierwszej piątki największych banków w Polsce.
Model Greków już próbuje powtórzyć katalońska La Caixa, a podobne plany ma też też brytyjski gigant Royal Bank of Scotland. Szkoci być może będą u nas działać dwutorowo: przez oddział oraz przez bank ABN Amro Polska, którego spółki matki zostali niedawno współwłaścicielem.
Póki co największym graczem na polskim rynku pozostaje UniCredit. Jak wynika z raportu firmy badawczej Intelace Research, kontroluje on ponad 16,1% wszystkich bankowych aktywów w naszym kraju. Druga pozycja Commerzbanku to wynik bardzo dobrego ubiegłego roku w wykonaniu jego polskiej spółki BRE Banku. Niemcom udało się przeskoczyć Holendrów z ING Groep, którzy kontrolują dwa banki: uniwersalny oraz hipoteczny.
Robert Kiewlicz
http://www.hotmoney.pl/ar...ych-rekach.html
sarah54 - Pon Kwi 21, 2008 15:49
Na nominałach polskich banknotów widnieją polscy królowie , Na jednym z nich jest mój ulubiony. To Władysław Jagiełło. Jego profil przypomina mi twarz azteckiego władcy.
W moim kraju ludzie zrobili z królów odźwiernych. Otwierają każde drzwi...
Wzrost poziomu świadomości, to proces.Jednym z procesów poczatkowych będzie przywrócenie królom należnej im pozycji.
VAV EL - Pią Maj 16, 2008 23:51
banki i kredyty hipoteczne
czwartek 15 maja 2008 16:42
http://www.dziennik.pl/go...a_klientow.html
Banki naciągają klientów
Mylić się jest rzeczą ludzką, ale dziwna sprawa - banki udzielające kredytów hipotycznych myliły się zawsze na niekorzyść klienta. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów skontrolował umowy, które banki dają do podpisu klientom. I okazało się, że wszystkie skontrolowane banki stosują niekorzystne dla konsumentów zapisy.
Kontrolerzy poszli do 19 banków, w którychi badali wzorce umów, regulaminy, tabele opłat i prowizji oraz umowy ubezpieczenia kredytów hipotecznych. Głównym celem kontroli było wykrycie nieprawidłowości i wyeliminowanie z obrotu prawnego niekorzystnych dla konsumentów postanowień.
W każdym z banków stwierdzono uchybienia. UOKiK zakwestionował ponad 40 klauzul dotyczących przydzielania takich kredytów.
Skontrolowano banki: Bank BPH, Bank Millennium, Bank PEKAO, Bank Pocztowy, Bank Ochrony Środowiska, Bank Zachodni WBK, BRE Bank, Deutsche Bank PBC, Fortis Bank, GE Money Bank, Getin Bank, ING Bank Śląski, Invest Bank, Kredyt Bank, Lukas Bank, Nordea Bank Polska, Nykredit, PKO Bank Polski i Santander Consumer Bank.
Jakie są najbardziej rażące nieprawidłowości? A choćby umieszczanie we wzorcach umownych postanowień uprawniających banki do przeprowadzania inspekcji nieruchomości, będącej zabezpieczeniem kredytu lub też żądania od konsumenta dostarczenia wyceny takiej nieruchomości. Nie trzeba dodawać, że za wycenę płaci klient.
Zdaniem UOKiK, banki przyznają sobie także zbyt szeroki zakres uprawnień. Urząd zakwestionował postanowienia umożliwiające bankom zmianę waluty i oprocentowania kredytu w przypadku zmiany sytuacji społeczno-politycznej lub ekonomicznej kraju waluty kredytu. O tym, kiedy można to zrobić w praktyce decyduje bank, bo nie sprecyzowano w umowie co oznacza "zmiana sytuacji społeczno-politycznej".
Umowa o przydzielenie kredytu hipotecznego jest jedną z najważniejszym w życiu. Dlatego UOKiK radzi, żeby przed podpisaniem umowę dokładnie przeczytać i sprawdzić pod kątem tzw. haczyków. Warto także poprosić prawnika o sprawdzenie umowy pod kątem jej zgodności z kodeksem cywilnym.
W 2007 roku banki udzieliły kredytów hipotecznych w wysokości prawie 60 miliardów złotych. To o ponad 46 procent więcej niż rok wcześniej. Średnia wartość jednego wynosiła 182 tysięcy złotych.
Przeciwko tym bankom, które nie zmienią kwestionowanych klauzul, Urząd chce wszcząć postępowania w sprawie naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. UOKiK zamierza też skierować pozwy do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w sprawie uznania klauzul za niedozwolone.
Zawsze można zwrócić się o pomoc do miejskich i powiatowych rzeczników konsumentów czy organizacji pozarządowych - Federacji Konsumentów i Stowarzyszenia Konsumentów Polskich. Bezpłatne porady udzielane są również pod numerem telefonu 0 800 800 008.
Blue - Pią Cze 06, 2008 15:43
Śruba finansowa została przykręcona tak mocno, że treść życia ludzkiego zaczęła wyciekać bokami, omijając pieniądze.
Ciekawe czy fiskus znajdzie na to jakiś sposób.
Handel wymienny - rewolucja w świecie finansów
Robi tak coraz więcej Europejczyków
Nie stać Cię na naukę języka obcego, nie umiesz gotować albo wypełnić zeznania podatkowego - możesz się zgłosić do banku czasu. Tam znajdzie się ktoś, kto zaoferuje Ci bezpłatną godzinną lekcję języka czy gotowania. W zamian będziesz musiał poświęcić godzinę swojego czasu na wykonanie dla innego klienta banku jakiejś usługi, choćby naukę tańca czy obsługi komputera - pisze DZIENNIK.
Amanda Lopez, imigrantka z Kolumbii, we Włoszech poznała mężczyznę swojego życia i postanowiła wyjść za niego za mąż. Jednak obojga nie było stać na organizację wymarzonej ceremonii. Lopez zwróciła się do innych klientów banku i to oni zajęli się oprawą uroczystości: od jedzenia po występ zespołu muzycznego. Dziś spłaca swoim dobroczyńcom kredyt - wynoszący 120 godzin pracy - lekcjami hiszpańskiego.
Z banków czasu, gdzie ludzie mogą wymieniać się usługami i dzielić swoimi umiejętnościami, korzysta już 20 tys. Włochów. W całym kraju działa około 200 banków, a w największych miastach jak Rzym i Mediolan padają rekordy zdeponowanych godzin.
Idea szybko podbija też inne kraje Europy. W Wielkiej Brytanii działa już 84 takich instytucji, a powstaje kolejnych 41. W niemal wszystkich krajach starej Europy funkcjonuje po kilkadziesiąt tego typu wspólnot.
Pomysł zaczyna przyjmować się również w Europie Środkowej: pierwsze banki czasu powstały już na Węgrzech i w Polsce - m.in. w Warszawie, Wrocławiu, Opolu i Lublinie. Na razie klienci warszawskiego Ogólnopolskiego Banku Czasu szukają przede wszystkim osób, które posprzątałyby lub zaprojektowały im mieszkania. Popytem cieszą się też partnerzy do konwersacji w językach obcych. Co ciekawe, wśród klienteli polskich banków czasu przeważają mężczyźni, podczas gdy na Zachodzie są to przede wszystkim kobiety.
Banki nie tylko ułatwiają życie, ale również są pożyteczne dla lokalnych społeczności. "Pozwalają poznać nowych ludzi, a osobom odizolowanym, np. emerytom, wyrwać się z samotności" - mówi DZIENNIKOWI socjolog Ed Collom. "Poza tym niektóre tego typu instytucje specjalizują się w konkretnej klienteli, np. młodzieży czy mieszkańcach małych miejscowości. Mogą w nich uczestniczyć zarówno bezrobotni, jak i ci, którzy w pracy nie wykorzystują całego swojego potencjału. W ten sposób poza oszczędnością czas, mogą odnieść konkretne korzyści ekonomiczne" - podkreśla.
Collom wie co mówi. Na początku lat 90. był świadkiem powstawania pierwszych banków czasu w USA, gdy Edgar Cahn, prawnik z Uniwersytetu Columbia, po przebytym zawale serca musiał zrezygnować z intensywnej pracy zawodowej i znalazł się na marginesie życia społecznego. To on zaczął organizować pierwszą sieć tego typu, a potem promować swoją inicjatywę w całych Stanach. Dziś banki czasu są za oceanem częścią codziennego życia wielu lokalnych społeczności.
Na Włochach inicjatywa Cahna nie zrobiła wielkiego wrażenia, bo na Półwyspie Apenińskim podobne sieci wzajemnych usług istniały od wieków, choć z biegiem czasu o nich zapominano. Jednak gdy w mediach pojawiły się pierwsze informacje o bankach czasu, ideę podchwyciły najstarsze Włoszki, które pamiętały z dzieciństwa zwyczaje wówczas panujące. Dziś nawet w najmniejszych miejscowościach starsi ludzie uczą młodych zanikających rzemiosł czy potraw kuchni lokalnej. W zamian młodzi pokazują im, jak korzystać z internetu.
Izabela Bogus, Mariusz Janik
http://www.dziennik.pl/sw...e_finansow.html
Blue - Sro Lip 16, 2008 16:05
Złapani w pułapkę zadłużenia brytyjscy konsumenci mają dziś na swoich kartach kredytowych do spłacenia zwalającą z nóg sumę 56 mld funtów (ok. 250 mld zł)
Terry Donohoe przyszedł do pracy w piątek o godz. 10 rano. Do 11 ten 41-letni doradca finansowy konferował z siedmioma różnymi ludźmi, z których każdy zmagał się z wielkimi zaległościami na kartach kredytowych.
- Właśnie rozmawiałem z jednym facetem, który na pięciu różnych kartach jest zadłużony na 22 tys. funtów - powiedział Donohoe, jeden z 400 doradców, którzy pracują w Centrum Doradztwa Kredytowego dla Konsumentów w Leeds. - Zarabia tylko 12,9 tys. funtów rocznie jako czasowy sanitariusz w szpitalu. Spłata długu zajęłaby mu około 30 lat.
Złapani w pułapkę zadłużenia brytyjscy konsumenci mają dziś na swoich kartach kredytowych do spłacenia zwalającą z nóg sumę 56 mld funtów (ok. 250 mld zł). Według danych Apacs, firmy obsługującej brytyjski system bankowy, suma ta może wzrosnąć do 160 mld funtów, jeżeli 31 mln kart zostanie wykorzystanych do maksimum. Szacunki te biorą pod uwagę wszystkie działania podjęte przez emitentów, by ograniczyć liczbę kredytobiorców poprzez odrzucanie wniosków o przyznanie kart i ograniczanie limitów kredytowych.
Mając 100 mld funtów w gotówce, brytyjscy posiadacze kart mieliby dość pieniędzy, by kupić Barclays, HBOS, Lloyds TSB, Royal Bank of Scotland, i jeszcze zostałoby im 20 mld funtów. Z jednej strony to pocieszające, ponieważ sugeruje, że konsumenci wciąż mają pewne pole manewru w swoich finansach. Jeżeli jednak gospodarka wejdzie w przedłużający się okres recesji, oznacza to nawarstwienie się problemów.
- Karty kredytowe to zdecydowanie jeden z kolejnych wielkich problemów po pożyczkach hipotecznych - powiedział Steve Nuttall, szef działu usług finansowych w firmie YouGov zajmującej się badaniami społecznymi. - Wszystko zaczęło się psuć w okolicach marca lub kwietnia, a skutki tego, w postaci opłat za złe długi, będą widoczne pod koniec roku.
Badania YouGov sugerują, że 15 proc. brytyjskiego społeczeństwa spóźnia się z płatnością przynajmniej jednego rachunku. Z tego 38 proc. twierdzi, że nie płaci rachunków lub podatków lokalnych, zaś 31 proc. przyznaje, że duży problem stanowią dla nich karty kredytowe.
Problemy z nimi mogą wywołać nową falę paniki na globalnych rynkach finansowych. Około 600 mld dol. z zadłużenia na kartach kredytowych krąży po globalnym systemie finansowym. Długi te były sprzedawane przez banki w okresie boomu, tak samo jak hipoteki, kredyty motoryzacyjne i wielomiliardowe kredyty wykorzystywane przez wielkie firmy typu private equity.
Dla banków był to tańszy sposób na pożyczanie pieniędzy konsumentom na konkurencyjnych warunkach.
Zadłużenie z tysięcy klientów było sumowane i emitowane w postaci wielkich obligacji, które nie wliczały się do bilansów banków. Dzielono je następnie na kawałki, w oparciu o to, jakie jest prawdopodobieństwo, że emitent karty odzyska swoje pieniądze. Inne banki kupowały najlepsze kawałki. Najbardziej ryzykowne pakiety, które pierwsze padłyby ofiarą opóźnień w spłatach rat przez konsumentów, sprzedawano brawurowym funduszom hed-gingowym.
W dobrych czasach inwestorzy na wyścigi kupowali te papiery. Dla emitentów kart, takich jak MBNA i Capital One, było to podstawowe źródło finansowania, dzięki któremu niezobowiązujące oferty kart kredytowych trafiały do skrzynek pocztowych w całym kraju, dopóki latem ubiegłego roku kryzys nie zaczął dawać się we znaki.
Nawet jeżeli jesteś klientem banku Barclays, istnieje 50-procentowe prawdopodobieństwo, że twoja miesięczna spłata należności z twojej karty ląduje ostatecznie w holenderskim funduszu emerytalnym, regionalnym banku w Niemczech lub wyspecjalizowanym funduszu w Mayfair. - Na te papiery był silny popyt ze strony inwestorów - powiedział wysoki rangą bankier z jednego z dużych brytyjskich banków. - Ostatecznie, dzięki sekurytyzacji emitowaliśmy dwa razy więcej kart kredytowych, niż pierwotnie planowaliśmy, ponieważ popyt był tak duży.
Domenico Picone, szef działu kredytów strukturyzowanych w Dresdner Kleinwort, stwierdził: - Liczba opóźnień w spłatach nie jest na razie zbyt niepokojąca. Wystarczy jednak spojrzeć na perspektywy brytyjskiej gospodarki, by zobaczyć, że będzie ona rosła.
Dlatego niektóre banki już podejmują wysiłki, by zrobić porządki w swoich papierach. Pod koniec zeszłego roku Citigroup zrestrukturyzowało zadłużenie swojego emitenta kart kredytowych Egg na sumę 127 mln funtów. W lutym bank odebrał 160 tys. kart klientom uznanym za ryzykownych.
Alastair Ryan, analityk bankowy w UBS, powiedział: - Karty kredytowe stają się problemem dość późno w tym cyklu koniunkturalnym. Obciążenie wzrośnie, gdy ludzie zaczną tracić pracę i nie będą w stanie spłacić swojego zadłużenia. Myślę, że problem spłaty zadłużenia z kart kredytowych zaczniemy widzieć w całej pełni w drugiej połowie 2009 r.
http://polskatimes.pl/pie...uctwa,id,t.html
ten rok 2009 zaczyna wyglądać coraz poważniej.
Jeżeli doświadczenie z centrum obsługi klienta w Leeds ma tu coś do rzeczy, problem objawi się dużo szybciej.
VAV EL - Sro Lip 16, 2008 16:20
Tak .Pułapka na chciwość i pożądanie zamyka się pomału...
http://pb.pl/Default2.asp...5&readcomment=1
USA: prywatny bank IndyMac w rękach rządu
Amerykański rząd przejął kontrolę nad duży prywatnym bankiem IndyMac. By ochronić jego klientów władze USA będą musiały wyłożyć z budżetu kilka miliardów dolarów.
IndyMac z siedzibą w Kalifornii działał na rynku ryzykownych kredytów mieszkaniowych. Udzielając pożyczek nie wymagał dokładnej dokumentacji finansowej od swoich klientów. Gdy na amerykańskim rynku nieruchomości doszło do kryzysu, wielu z nich stało się niewypłacalnych. W ostatnich tygodniach IndyMac zanotował duże straty finansowe. Klienci masowo zaczęli więc wycofywać swoje depozyty. To z kolei zachwiało płynnością finansową banku.
Wczoraj amerykański rząd przejął kontrolę nad IndyMac. Wszystkie oddziały banku zostały zamknięte a bankomaty zablokowane. Władze USA zapowiedziały, że w przyszłym tygodniu bank wznowi działalność jako instytucja federalna a wszyscy, którzy mają w nim konta ponownie uzyskają dostęp do swoich pieniędzy.
Przejęcie wartego 32 miliardy dolarów IndyMac jest drugą co do wielkości interwencją rządu USA na rynku bankowym. Największa miała miejsce w 1984 roku, kiedy władze federalne przejęły bank Continental Illinois, którego kapitał wynosił 40 miliardów. Biuro Nadzoru Bankowego szacuje, że uratowanie IndyMac będzie kosztować amerykańskich podatników od 4 do 8 miliardów dolarów.
Efekt domina już niedługo? Wszystko pójdzie tak jak w 29 roku?
Strona
1 z
5 •
1,
2,
3,
4,
5
Powiązane tematy
Co z tym "Spichlerzem"?
Transfery 2008/09
II wojna światowa - mało znane historie
starościna
FILOZOFIA
przepowiednia tsunami na Bałtyku
Potrzeby Ducha i Ciała na nadchodzący czas zmian
NoZ -studenckie gadanie
rekrutacja 2008
Słowiańskie szeptunki
Zbrodnie przeciwko Narodowi Polskiemu
Magia i systemy magiczne
Równowaga w Kosmosie
2012 wg Projektu Camelot
Flex Wheeler
Zbieranina wypowiedzi z for internetowych !! Start
Odnośniki,