Historia Polski
Oglądasz wersję archiwalną wątku "Historia Polski" z forum kodczasu.ronus.pl/forum/
Strona
1 z
7 •
1,
2,
3,
4,
5,
6,
7
Mirdad - Pon Lut 27, 2006 15:30
Mit o św. Stanisławie - patronie Polski
Jakiś był, św. Stanisławie? Czy prawy i pobożny byłeś? Czy pod naszym sztandarem służyłeś? Czyś był tym, który "poniósł śmierć za Kościół i za naród" (ksiądz Kalinka), czy możeś bolesny Polakom uczynił zawód?
Polsko! Ojczyzno moja! Ty jesteś macocha,
Która podłego syna bezrozumnie kocha,
Zaś dobre dziecko krzywdzi znieczulicą łona,
Bo jej niemiłe! Tak ogrodnica szalona
Chwast podlewa, nawozi, przed wiatrem osłania,
Gdy kwiat daremnie czeka kropli zmiłowania,
Choć lepszy - wyrzucony do kąta ogrodu.
Nie mogłem tego pojąć, czytając za młodu
O królu Bolesławie i o winowajcy,
Którego bratem Judasz, godłem - stygmat zdrajcy,
A zrobiono zeń Polski świętego patrona!
Dziś wiem, iż była to rzecz trafnie ułożona
Dla kraju, gdzie wciąż jeszcze ropieje ta blizna:
Zdrajców domem, zaś prawych przytułkiem ojczyzna.
Waldemar Łysiak
Mit o św. Stanisławie jest bardzo popularny w Polsce . Co gorsza - jest mitem paradoksalnym, który niemalże przez osiemset lat uznawany jest za fakt. Tymczasem faktem jest, że przez 750 lat patronem państwa polskiego jest człowiek, który je zdradził.
Św. Stanisław - patron Polski, pierwszy Polak, którego Kościół uznał za świętego - został kanonizowany 17 września 1253, niemalże dwieście lat po swojej śmierci (11 kwietnia 1079 r.). Samo kanonizowanie Stanisława, służące celom politycznym nie obyło się bez silnych sprzeciwów i wątpliwości. Wymowny zwłaszcza jest fakt, że dla tego właśnie procesu kanonizacyjnego pierwszy raz w dziejach powołano instytucję advocatus diaboli, kardynała, który z urzędu podnosi zarzuty przeciw wnioskowi o przyznanie komuś aureoli! Proces kanonizacyjny trwał cztery lata, ale w końcu jakoś "udało się" wynieść go na ołtarze.
Oczywiście, jak na świętego przystało, należało mu sporządzić odpowiednią hagiografię. Wśród jego "cudów" najważniejsze są dwa:
" zrośnięcie się jego członków po męczeńskiej śmierci, które następnie pilnowane były przez orły. W dobie kanonizacji Polska była rozbita na dzielnice, więc taki "cud" był wspaniałym symbolem, łączącym Kościół z odbudową jedności państwa.
" wskrzeszenie Piotrowina: król kwestionuje przed sądem prawo własności Stanisława do majątku zmarłego rycerza Piotra z Janiszewa, a ten, na skutek gorących modłów przyszłego świętego, zmartwychwstaje i potwierdza, że sprzedał majątek biskupowi.
Jaki naprawdę był św. Stanisław, jeden z "najpopularniejszych" świętych w Kraju nad Wisłą?
Tło historyczne wydarzeń
Bolesław Śmiały, władca Polski, podjął się chwalebnego zadania - zamierzał odbudować królestwo i zrzucić zależność Polski od cesarstwa. Jak jednak pokazały wypadki w Czechach z 1041 r. (zwierzchnik czeskiego Kościoła zdradził króla na polecenie swojego przełożonego, arcybiskupa mogunckiego), o odbudowie niezawisłości państwa od cesarstwa nie można było myśleć bez niezawisłości Kościoła. Szczęśliwie dla Polski się złożyło, że na tronie papieskim zasiadł wielki papież o szerokich horyzontach - Grzegorz VII. Podjął on głęboką reformę całego Kościoła. Po pierwsze wewnętrzną: zamierzał zlikwidować symonię (świętokupstwo) oraz wprowadzić bezżenność księży (nie było to trafne rozwiązanie, ale Grzegorz czynił to w dobrej intencji). Trzeba zaznaczyć, że księża świeccy byli podówczas przeważnie żonaci, odegnanie żon od duchownych przelało wiele krwi (duchowni zaciekle bronili małżeństwa, także w Polsce), ale przyniosło ten skutek, że umocniło Kościół. Po drugie, podjął reformę zewnętrzną: uzdrowienie stosunków europejskich, w szczególności poprzez zrównoważenie cesarstwa powagą tronu papieskiego (oczywiście podbudowaną odpowiednim obozem państw sojuszniczych). Grzegorz szczerze wierzył w Chrystusową ideę powszechnej miłości, jednak wokół widział samo zło. Przyczynę tego upatrywał w fakcie supremacji cesarstwa nad Europą. Grzegorz był człowiekiem pochodzenia włościańskiego, zakonnikiem kluniackim, szczerze wierzył w boskie ustanowienie władzy Kościoła, nie był uwikłany w koneksje arystokratyczne. Idea zdawała się być dobra, ale tylko w teorii, gdyż niewielu było przed nim i po nim papieży odpornych na deprawacyjny charakter władzy, niewielu z nich też przedkładało Jezusa ponad siebie.
W styczniu 1076 r. odbył się synod wormancki na którym ogłoszono destytucję Grzegorza z tronu papieskiego (większość biskupów było wcześniej zawieszonych przez papieża za symonię). Ponowną destytucję papieża ogłoszono na synodzie w Brixen w 1080 r., dokonano wtedy obioru antypapieża Klemensa III (ta schizma trwała do śmierci Klemensa w 1100 roku). Kolejny schizmatycki synod odbył się w Moguncji w 1085 r., na którym oprócz kolejnej już destytucji Grzegorza, ogłoszono wyklęcie piętnastu arcybiskupów i biskupów wiernych papieżowi. Grzegorz, który utracił oparcie w sojuszu sasko-polsko-węgierkim zmuszony był uciec z Rzymu, gdzie zasiadł antypapież. Zmarł na wygnaniu 25 maja 1085 r.
Polska wraz z Węgrami przystąpiła do obozu papieskiego. Bolesław zaprzestał płacenia trybutu cesarstwu. Ułatwiło to powstanie Sasów przeciwko Henrykowi IV i Gejzy przeciwko procesarskiemu Salomonowi na Węgrzech. Zarówno Gejzie jak i Sasom Bolesław udzielał zbrojnej pomocy. Trzeba przyznać, że wówczas zależność Polski od papieża była zdecydowanie korzystniejsza niż zależność od cesarza. Odbudowano metropolię w Gnieźnie. Zapewne to najbardziej poirytowało biskupa krakowskiego - Stanisława, który dotąd był pierwszym w polskiej hierarchii kościelnej. W porozumieniu z papieżem Bolesław zamierzał również rozbudować w Polsce sieć biskupstw, co również było niekorzystne dla Stanisława, gdyż zmniejszyłoby jego domenę (do tej pory diecezja krakowska była prawdziwym potentatem ziemskim).
Stanisław przystąpił do cesarskiego obozu antypapieskiego, w którym znajdowało się również wielu biskupów podległych Henrykowi, władca Czech Wratysław, oraz Salomon. Znalazł też w Polsce wielu duchownych niechętnych papieżowi (większość z nich miała żony), jak i jego zbrojnemu ramieniu - królowi polskiemu. Zapewne należeli do spisku Sieciech, późniejszy palatyn Hermana i Marcin, przyszły arcybiskup gnieźnieński. Oni wszyscy za papieża uznawali odtąd antypapieża Klemensa, desygnowanego przez Henryka. Na łono prawowiernego Kościoła powróciła Polska dopiero w roku 1104.
Arcydzieło polityki niemieckiej i czeskiej
Kanclerz cesarski (brat króla Czech, jednocześnie biskup praski) Jaromir wysłał do Polski agenta, który miał przygotować grunt pod antykrólewską opozycję. Był nim opat weltenburski Henryk. Wraz z nim przybył do Polski Otton, późniejszy święty, któremu legenda przypisuje zeswatenie siostry cesarza Judyty z Władysławem Hermanem. Oczywiście to małżeństwo nie było jego dziełem, lecz częścią szerszego planu, mającego na celu doprowadzenie do zastąpienia niepokornego króla Polski powolnym narzędziem cesarza - Hermanem. Ten zabieg się udał. Junior zastąpił seniora, książę - króla. Co gorsza, w Krakowie władzę objął król czeski (do 1086 r.). Gallus zbywa milczeniem pierwsze dwanaście lat panowania Hermana, gdyż "były to dzieje haniebne, których nie dałoby się skoloryzować jaką bądź frazeologią. Wyrzucił brata z ojcowizny, ale nie zasiadł na jego tronie i zatracił godność królewską" . Obóz cesarski triumfował. Agent niemiecki za dobrą robotę został ...arcybiskupem gnieźnieńskim. Wiernego papieżowi arcybiskupa Bogumiła zdjęto z urzędu, tak samo postąpiono z całym ówczesnym episkopatem, który został zastąpiony schizmatyckimi biskupami niemieckimi. I tak, oprócz wspomnianego arcybiskupa, sakry biskupie dzierżyli: Franko w Poznaniu (prawdopodobnie był też kanclerzem), Ederam, Eberhard, Henryk we Wrocławiu i Płocku, Lambert III w Krakowie.
Jednym z głównych błędów obozu papieskiego było udzielenie przez Bolesława pomocy Izasławowi z polecenia Grzegorza. Grzegorz zdecydował się na ten krok, gdyż Izasław poddał Ruś pod zwierzchnictwo papieskie, sprawa i tak upadła, gdyż w rok później Izasław zmarł, a wraz z nim poddanie Rusi papieżowi. To posunięcie, obok wyprawy węgierskiej, zdeprecjonowało siły Bolesława, które winny być skoncentrowane przeciw Czechom i Niemcom. Dzięki temu osłabieniu łatwiej mogła kwitnąć opozycja wewnętrzna.
Nie poszczęściło się Stanisławowi, gdyż jego zdrada została wcześnie wykryta i ukarana. Niewykluczone, że było to w czasie jakiejś bitwy, gdyż ówcześni biskupi nierzadko w pełnym rynsztunku stawali do boju, czasami nawet dowodzili większymi oddziałami wojskowymi. Bolesław popełnił jednak błąd, który poważnie zaważył na jego sytuacji. Skazał zdrajcę na śmierć przez obcięcie członków. Była to kara stosowana wówczas wobec przeniewierców, jednak z wyłączeniem osób duchownych, którzy mogli zostać co najwyżej uwięzieni lub ukarani grzywną. Tak też powinien postąpić Bolesław, zaś jego czyn spowodował wzmocnienie obozu antykrólewskiego. Zapewne z tego powodu odwróciła się od niego większość duchownych. Biskup Stanisław nie został jednak bestialsko zamordowany w kościele św. Michała na Skałce, lecz osądzony i skazany w miejscu odbywania sądów królewskich, "sądzie na pagórku przy kościele św. Michała" na Wawelu. Jak skazaniec został również pogrzebany, pod gołym niebem. Później Herman miast koronacji dokonał translacji, czyli uroczystego pochówku kompana, połączonego z przeniesieniem zwłok do kościoła katedralnego.
Zaznaczmy wyraźnie: Bolesław Śmiały nie zarżnął św. Stanisława na stopniach ołtarza. W rzeczywistości biskup krakowski zginął jak zdrajca, a wyrok wykonali ludzie Bolesława.
"Św. Stanisław zniszczył, po pierwsze: innego świętego, Najwyższego Pasterza i głównego obrońcę Kościoła - Grzegorza VII (czyż nie jest to zdrada Judaszowa?), po drugie: niepodległość Polski, która z największego mocarstwa środkowo-wschodniej Europy przekształciła się bezzwłocznie w jedno z najsłabszych księstw, po trzecie: niepodległość polskiego Kościoła (po wygnaniu Śmiałego w metropolii gnieźnieńskiej i w innych diecezjach zasiedli naznaczeni przez cesarza biskupi niemieccy)."
W roku 1085 Herman podziękował "komu trzeba" za pomoc. Uczynił nadanie w postaci dwóch złotych krzyży dla niemieckiego kościoła:
"Wiadomo niech będzie wszystkim wiernym w Chrystusie, tak obecnym jako i przyszłym, że ja, Władysław, z Bożej łaski książę polski, dwa złote krzyże okrągłe kościołowi babenberskiemu niesłusznie zabrane, w mojej ziemi za moje pieniądze wykupiłem i dla zbawienia mojej duszy i mojej żony Judyty, i wszystkich moich rodziców temuż kościołowi babenberskiemu na prośbę Gumpona, posłańca od braci i od pana Rutperta (kronikarz niemiecki Lambert tak o nim pisze pod rokiem 1075: "Był to mąż najgorszej sławy u narodu, albowiem rozumiano, że on był głównym podżegaczem do wszystkiego, co król Henryk uczynił przewrotnego"), siódmego biskupa tegoż kościoła, zwróciłem przez ręce biskupów Eberharda i Henryka, braci tegoż babenberskiego kościoła; a to z tym zastrzeżeniem, aby te krzyże, oprócz gwałtownej potrzeby, ani przez biskupa, ani przez nikogo innego pomienionemu kościołowi nigdy nie były zabrane, lecz mają być chowane na cześć tegoż kościoła i na świadectwo mojej ofiary. Zaś prebenda (tutaj: gratyfikacja, zysk - przyp.) wieczysta, która za te krzyże i za inną moją ofiarę przyrzeczona mi jest, ma być obsługiwana przez wikariuszów na chórze braci i modlitwa braci za zbawienie duszy mojej i wszystkich moich ma być bezustannie do Boga zasyłana"
Źródła o Stanisławie
Powiada się, że naszego biskupa spotkało to samo co angielskiego - mord królewski. Znamienne jest więc milczenie w tej kwestii Marcina Polaka, który w tworzył swą Kronikę papieży na podstawie papieskich archiwów. Kronikarz ten incydentowi angielskiego arcybiskupa poświęcił wiele miejsca, o naszym nie wspomniał.
Najstarszą wzmianką o Stanisławie jest fragment kroniki Galla Anonima (1110-1114 r.) o zatargu biskupa z królem: "Jak zaś król Bolesław z Polski został wyrzucony, dużo byłoby o tym do opowiadania, lecz to powiedzieć wolno, że nie powinien był pomazaniec na pomazańcu jakiegokolwiek grzechu cieleśnie mścić. To bowiem wiele mu zaszkodziło, gdy przeciw grzechowi grzech zastosował, gdy za zdradę wydał biskupa na obcięcie członków. My jednak ani biskupa zdrajcę uniewinniajmy, ani brzydką zemstę królewską pochwalajmy, lecz ostawmy tę sprawę".
Dlaczego Anonim tak mało powiedział o zdradzie biskupa i buncie przeciwko Bolesławowi? Powodem jest fakt, że pisał on swą kronikę pod rządami Krzywoustego, który dzięki buntowi swojego ojca, Władysława Hermana, mógł zasiąść na tronie polskim. Z uczestników buntu przeciwko królowi wymienił jedynie Stanisława, gdyż widocznie tylko on nie miał w ówczesnym państwie wpływowych krewnych, którzy mogliby się za nim wstawić. Czyn grzeszny biskupa o którym wspomina Gall dotyczy niewątpliwie złamania przezeń przysięgi wierności składanej królowi w czasie aktu nadawania inwestytury w roku 1072. Trzeba podkreślić, że to co pisał Gall o Stanisławie czerpał od osób, którym dedykował swą książkę: pięciu biskupom i kanclerzowi, i to oni zapewne uznali postępek Stanisława jako "grzeszny".
Istnieje bulla papieska z roku 1115, która potępia jakiegoś arcybiskupa za to, że wydał wyrok na podległego sobie biskupa bez poinformowania o tym papieża. Większość historyków uważa, że bulla ta dotyczy arcybiskupa Piotra I i biskupa Stanisława ze Szczepanowa.
Następnym źródłem jakim dysponujemy jest kronika ...biskupa krakowskiego, Wincentego Kadłubka, który rozpoczął uświęcanie zdrajcy, swojego poprzednika na urzędzie. Sprawę, którą bliższy wydarzeń Anonim chciał "ostawić" w spokoju jako niechlubną, Kadłubek rozdyma w sposób iście fantastyczny.
Zegnanie Bolesława wyglądało u niego następująco: rycerze królewscy odstąpili swego pana w czasie wyprawy na wroga (Bolesław według Kadłubka zapędził się nawet aż poza kraj Partów w Azji !). Powodem był ..."gromadny nierząd niewieści" . Rad nierad król zawrócił z wyprawy, jednak zeźlony okrutnie karał zarówno żony jak i nadgorliwych wojów-rogaczy. Przejęty chrześcijańskim miłosierdziem biskup krakowski cisnął na tyrana klątwą, która tak rozjuszyła złego króla, że ten własnoręcznie, w pobliżu kościoła, posiekał dobrego biskupa. "W pobliżu ołtarza pomiędzy infułami sam [Bolesław] ojca w uściskach córki i syna prawie we wnętrznościach matki morduje". Później dzieją się już same cudowności. Wolą niebios ciało męczennika w cudowny sposób się zrosło, a z czterech stron świata zleciały orły, które strzegły świętych szczątków. Wszystko działo się w towarzystwie cudownych efektów świetlnych.
Inny apologeta Stanisława - Kielecki, też Wincent, zna już dalsze szczegóły męczeństwa Stanisława. U Kieleckiego Stanisław zostaje posiekany już nie w pobliżu kościoła, ale w samym jego środku, w czasie celebrowania mszy.
"Żywoty Stanisława spisane przez Kieleckiego, rozważone jako produkt dziejopisarski, to istotna nędza umysłowa. Ale gorzej, bo nie tylko umysłowa. Żeby przedstawić Stanisława świętym, trzeba było wymyślić na Bolesława potwarze takie obrzydliwe, że równie szpetnych nie spotkać w naszej historiografii. Ale nie dość - trzeba było postawić taką tezę historyczną: że za jednego biskupa Pan Bóg sroży się nad całym narodem przez długie pokolenia, karze zarówno winnych jak i niewinnych, odbiera koronę, rozdziera ojczyznę na kawały i rzuca ją postronnym na złupienie itd. itd."
W rzeczywistości obydwóm Wincentom przy kreacji śmierci biskupa przy (lub w) kościele posłużył niedawny przypadek arcybiskupa angielskiego Tomasza Becketa. Ów arcybiskup Cantenbury został również osądzony przez sąd królewski za zdradę, a następnie zamordowany przez siepaczy króla u stopni ołtarza w czasie odprawiania mszy świętej 29 grudnia 1170 r. Co więcej, zamordowanie arcybiskupa pogrążyło króla. Musiał się on ukorzyć przed papieżem ("boso trzymał dyscyplinę na grobie zamordowanego przez siebie prałata" ) oraz przywrócić dawne przywileje angielskiego kleru (głównie chodziło o niezależność sądową oraz zrzeczenie się wpływu na obsadzanie stanowisk kościelnych). Henryk II zobowiązał się też do odbycia krucjaty przeciwko niewiernym jako pokuty za grzechy. W okresie Kadłubka Kościół polski rozpoczął swą emancypację od władzy świeckiej, domagając się właśnie takich praw jakie wywalczył sobie kler angielski, m.in. za sprawą arcybiskupa Cantenbury. Tym to sposobem Wincentowie dotarli do Stanisława, którego uczynili polskim Becketem. Symbolem może pozostać to, że polski kler osiągnął to co angielski. Za sprawą starań arcybiskupa Kietlicza już w 1210 r. polski Kościół uzyskał niezależność sądową, był to zarazem pierwszy sąd niezależny od króla.
Kult św. Stanisława zapoczątkował pewien ceremoniał wpisany odtąd w uroczystości koronacyjne królów polskich. Otóż koronowany pomazaniec musiał przejść z Wawelu na Skałkę, gdzie podobno zabito biskupa i tam przed ołtarzem św. Stanisława przepraszać za grzech "przodka swego Bolesława". Jako ciekawostkę można podać, że w Deklaracji Stanów Zgromadzonych po uchwaleniu Konstytucji 3 Maja ustanowiono dzień św. Stanisława jako dzień państwowych obchodów dziękczynnych za ...wyrwanie Polski spod obcej zależności oraz za uchwalenie Konstytucji. Jakimż paradoksem są te słowa:
"Wyznaczenie nabożeństwa w jednym dniu po wszystkich w całym kraju kościołach, to jest dnia ósmego miesiąca maja roku bieżącego, na podziękowanie Bogu za zdarzoną chwilę pomyślną wydobycia Polski spod przemocy obcej i nieładu domowego, za przywrócenie rządu, który najskuteczniej wolność naszą prawdziwą i całość Polski zabezpieczyć może, za postawienie tym sposobem ojczyzny naszej na stopniu mogącym prawdziwą w oczach Europy zyskać jej konsyderację, przewielebnym biskupom zalecamy, naznaczając dzień świętego Stanisława biskupa męczennika, patrona Korony Polskiej, za uroczysty w roku, który my i potomkowie nasi obchodzić będziemy, za dzień poświęcony najwyższej opatrzności, po którym Ojczyzna śmiało i bezpiecznie po tylu nieszczęściach odetchnąć może. Chcemy oraz, aby duchowieństwo tak świeckie jako i zakonne w naukach chrześcijańskich, które prawowiernemu winno ludowi, nie przestawało zachęcać wszystkich do podobnych Bogu dziękczynień."
Co ciekawe, wybór okazał się trafny - kler tak wziął sobie patronat Stanisława nad sprawą narodową, że przystąpił do Targowicy. Na patronat Stanisławowy powoływano się w wielu aktach państwowych. I tak w 1257 r. książę krakowsko-sandomierski nadając lokację Krakowowi pisał: "Niechaj żadnemu człowiekowi nie wolno będzie niniejszej karty naszego nadania, darowizny i przyrzeczenia złamać lub w nierozważny sposób im się sprzeciwiać. Gdyby zaś kto odważył się to popełnić, niechaj wie, że ściągnie na siebie gniew wszechmogącego Boga i świętych męczenników, Stanisława i Wacława, oraz nasze.". Konstytucja Królestwa Polskiego z 1815 w art. 160 stanowi: "Ordery polskie cywilne i wojskowe, to Orła Białego, Świętego Stanisława i Krzyż Wojskowy są zachowane."
Próby odsłonięcia prawdy o Stanisławie
W 1824 r. ukazuje się po raz pierwszy autentyczne brzmienie fragmentu kroniki Galla Anonima mówiące o zdradzie biskupa, opublikowane przez Jana Wincentego Bandtkiego (z rękopisu Czartoryskich). Do tej pory w to miejsce wstawiano ...fragment kroniki Kadłubka.
Następnie prawdę o biskupie opisują: Joachim Lelewel, Aleksander Skorski, Franciszek Stefczyk (znany spółdzielca) oraz M. Gumplowicz. Prawdziwym jednak przełomem okazała się praca Tadeusza Wojciechowskiego z roku 1904, pt. Szkice historyczne XI wieku. Oto co pisze o tym zaciekły przeciwnik autora, Krotoski: "Sprawa św. Stanisława stracona, pisano za Wojciechowskim, sprawa św. Stanisława stracona, powtarzali uczeni, literaci, studenci, powtarzali młodzi nauczyciele gimnazjalni, gimnazjaliści, powtarzały pisma żydowskie, socjalistyczne, liberalno-radykalne, powtarzały feministki niewierzące - z radością"
W 1904 r. Stanisław Wyspaiński snuł refleksje w Skałce nad "walką zakończoną bezużyteczną dla narodu apoteozą zabitego - a nierozegraną".
W 1920 r. pierwszy rząd polski po odzyskaniu niepodległości i po uchwaleniu tego przez sejm zwrócił się do Rzymu z żądaniem o anulowanie w dniu 8 maja święta Stanisława Szczepanowskiego, skreślenia go z kalendarza z listy świętych i o zaprzestanie głoszenia jego kultu, podając oczywiście stosowne motywy. Papież bez żadnego oporu na to przystał.
Zdawałoby się, że istotnie "sprawa św. Stanisława stracona". Późniejsze wydarzenia pokazały jednak, że była to radość przedwczesna. Błędne koło znów zaczęło się kręcić za sprawą biskupa Sapiehy (wyświęcił on na kapłana Karola Wojtyłę - gorącego kontynuatora kultu św. Stanisława), który wprowadził iście bałwochwalczy kult tego świętego. Kobiety w Krakowskiem po dziś dzień czerpią 8 maja wodę z sadzawki na Skałce (rzekome miejsce śmierci świętego), wierząc, iż tego dnia posiada ona cudowną moc leczenia oczu. Kilkaset świątyń w Polsce otrzymało imię Stanisława (nawet w samym sercu historycznego Rzymu - przy via delle Botteghe Oscure 15 - znajduje się kościół naszego zdrajcy!). Papież do dziś wypowiada ciepłe słowa pod adresem tego zdrajcy, stawiając go za wzór wszelkich cnót. Sądzę, że z naszego, polskiego, punktu widzenia jest to największa skaza na wizerunku znanego rodaka. Za papieżem kardynalne bzdury bezmyślnie powtarzają jego podwładni. Jako przykład niech posłuży fragment ostatniego kazania kardynała Glempa z okazji corocznej imprezy hurtowego odpuszczania grzechów w dzień świętego zdrajcy na krakowskiej Skałce: "Każdego roku z okazji odpustu św. Stanisława Biskupa Krakowskiego przypomina się zagadnienie współistnienia dwóch porządków w jednym człowieku i w jednym państwie - porządku państwowego i wyznaniowego, zorganizowanego w Kościół. Na osobie świętego Biskupa Krakowskiego, który został zamordowany przez Króla, wzajemne relacje Kościół-państwo doszły do tak wielkiego kryzysu, że musiały się zakończyć tragedią. W tym wypadku zabójstwem biskupa. Co roku przypominamy tę prawdę, która urzeczywistniła się na św. Stanisławie, co roku widzimy ją w innych odcieniach, bo zmiany w tkance ustrojów wspólnot politycznych ukazują bogactwo wzajemnych odniesień państwa do Kościoła" . Co ciekawsze, w tym samym kazaniu prymas, naśladując papieża, po raz kolejny przeprasza za błędy Kościoła. Jednocześnie wyraża swą konsternację, że wciąż istnieją takie czasopisma jak Nie i Fakty i Mity, które ośmielają się opisywać grzechy Kościoła ("Przecież istniały i nadał działają wyspecjalizowane instytucje i tygodniki, które niczym innym nie chcą się zajmować, jak tylko wyszydzaniem postępowania i wskazywaniem wad Kościoła i wiary"). Widać jak bardzo szczere było to wyznanie przewin.
Dziś na oficjalnej stronie katolickiej o świętych możemy przeczytać o Stanisławie znacznie jeszcze więcej niż powiedział sam Kadłubek: "(...) Odniósł wiele sukcesów reformatorskich i w 1072 r. mianowany został biskupem krakowskim. Wywołał jednak wrogość króla Bolesława Śmiałego kiedy potępił jego okrucieństwo i bezprawne rządy (!!! - przyp.), a w szczególności to, że ten porwał piękną żonę pewnego szlachcica. Kiedy Stanisław ekskomunikował go i zakończył nabożeństwo w katedrze, przybył Bolesław, który własnoręcznie zamordował Stanisława podczas gdy ten odprawiał mszę w kaplicy poza miastem 11 kwietnia"
Kościół do dzisiaj nie potrafi przyznać się do tego błędu, mimo przytłaczających dowodów, mimo doskonałej po temu okazji, jaką jest ostatnia moda na publiczne kajanie się duchownych. Dalej rozsiewa się tę propagandę "męczeństwa za Polskę". "Powiedzcie mi - pyta się Waldemar Łysiak - co należy zrobić, jak błagać, jak się modlić lub argumentować, żeby polski Kościół odstąpił od posługiwania się symbolem zdrady jako symbolem prawości?"
Mariusz Agnosiewicz
Pozdrawiam Mirdad
Przeczytajcie Wyspa siódma Wysp bezludnych o królu Bolesławie i zdrajcy Stanisławie - Waldemara Łysiaka
[ Dodano: 2006-02-27, 15:36 ]
Mirdad - Pon Lut 27, 2006 16:04
Wyspa 7 c.d.
W początkach roku 1077, zagrożony na wschodzie przez Bolesława i obłożony papieska klątwą, cesarz Henryk, przeciw któremu zbuntowali się poddani (klątwa uwalniała ich od posłuszeństwa, a do nieposłuszeństwa namawiali agenci Śmiałego) - czołgał się na kolanach u wrót zamku Canossa, błagając o zdjęcie anatemy. Wygrali bitwę. Po raz pierwszy papa rzymski pognębił seniora monarchów europejskich, wcielając w życie sen św. Ambrożego i św. Augustyna o zaprowadzeniu Królestwa Bożego na Ziemi. Wygrali bitwę, a Grzegorzowi wydawało się, że to wygrana wojna. Zdjął anatemę z cesarskiej głowy, czyniąc ogromny bląd.
Od czasu Canossy głównym celem przywróconego do władzy Henryka IV stała się zemsta na papieżu. Po zwycięstwie w wojnie domowej był gotowy, ale wyruszyć z wojskiem na Rzym nie mógł, dopóki za plecami jego znajdował się polski sojusznik Grzegorza VII - nie ulegało wątpliwości, że Bolesław zareaguje mieczem w obronie papieża. Dlatego najpierw trzeba było zniszczyć ten miecz i uczyniono to za pomocą kierowanej lub wspomaganej ręką biskupa krakowskiego dywersji, która doprowadziła do buntu możnowładców (Wojciechowski nazwał ją: " arcydziełem polityki niemieckiej i czeskie j"). Po wygnaniu Bolka z ojczyzny wielki papiez stał się bezbronny i cesarz Henryk spokojnie zrobił swoje: zajął Rzym i zdetronizował Grzegorza, gotując mu ten sam los, co Szczodremu - wygnanie.
Grzegorz VII został również kanonizowany. Tak więc św. Stanisław zniszczył, po pierwsze: innego świętego, Najwyższego Pasterza i głównego obrońcę Kościoła (czyż nie jest to zdrada Judaszowa?), po drugie: niepodległość Polski, która z największego mocarstwa środkowo-wschodniej Europy przekształciła się bezzwłocznie w jedno z najsłabszych księstw, po trzecie: niepodległość polskiego Kościoła (po wygnaniu Śmiałego w metropolii gnieźnieńskiej i w innych diecezjach zasiedli naznaczeni przez cesarza biskupi niemieccy. Jak na jednego świętego konto antykościelnych i antyojczyżnianych osiągnięć duże. O tym właśnie chciałem przypomnieć.
I jeszcze o czymś. Po śmierci Bolesława w Ossiachu jego syn, Mieszko, został sprowadzony z Węgier do Polski (1086) przez stryja, Władysława Hermana. W trzy lata później (1089) otruli chłopca " pewni rywale, obawiając się, by krzywdy ojca nie pomścił ". Jak na to zareagował naród, wiemy dokładnie z kroniki Galla: " Gdy zaś umarł młodzieńczy Mieszko, cała Polska tak go opłakiwała, jak matka śmierć syna-jedynaka. I nie tylko ci, którym był znany, lamentowali, lecz owszem i owi, którzy go nigdy nie widzieli, postępowali z płaczem za marami zmarłego. Wieśniacy mianowicie porzucali pługi, pasterze trzody, rzemieślnicy swe zajęcia, robotnicy robotę odkładali z bólu za Mieszkiem. Mali również chłopcy i dzieweczki, nadto niewolnicy i służebnicy uczcili pogrzeb Mieszka łzami i płaczem ". Polskie kroniki nie znają drugiego takiego żalu, nawet po śmierci koronowanego monarchy. Zreasumujmy ten opis: całe społeczeństwo, a zwłaszcza biedny lud, zapłakiwało się na wieść o zgonie królewicza, którego prawie nikt w Polsce nie znał. W oczywisty sposób świadczy to o miłości do pamiętanego sprzed dziesięciu lat Bolesława, którą lud przelał na jego dziecko, marząc, że kiedyś Bolesławowy syn zasiądzie na tronie, zrzuci niemiecko-czeskie jarzmo i sprawi, że ponownie zapanuje sprawiedliwość. Jaki inny wniosek można wysnuć z przekazu Galla? I jak się tłumaczy świętość Stanisława wobec tego morza plebejskich łez?
Tak więc przegrali obaj, Bolesław i Grzegorz VII; obaj umarli na wygnaniu, a ostatnie słowa Grzegorza brzmiały: " Miłowałem sprawiedliwość, a nieprzyjacielem byłem nieprawości, dlatego umieram wygnańcem ". Klęska Grzegorza stanowiła klęskę Kościoła, któremu dopiero w następnym stuleciu udało się wynegocjować prawo do samodzielnego mianowania swych dygnitarzy. Żartem historii jest, iż pierwszym polskim biskupem obranym suwerennie przez Kościół (1207 był Wincenty Kadłubek, biskup krakowski, autor fałszywej apologii, która stała się podstawą kanonizowania Stanisława w 1254 roku.
Trzeba było dużego sprytu i dużego upływu czasu (niemal dwustu lat), by doprowadzić do tej kanonizacji. Bardzo długo kler polski i cudzoziemski wcale nie uważał króla za " zabójcę ", zaś Stanisława za niewinna ofiarę, w Polsce nie protestowano przeciwko Gallowemu stwierdzeniu zdrady , a jak dowiodły badania Zofii Kozłowskiej-Budkowej, która przejrzała średniowieczne europejskie zapiski nekrologiczne (aniwersarze) - w polskich i zagranicznych centrach kościelnych modlono sie gorąco na duszę wypędzonego władcy, tak bardzo zasłużonego dla Kościoła. Zwłaszcza w osrodkach benedyktyńskich wielbiono Bolesława, pamietając, ze założył i szczodrze iposażył wiele klasztorów tej reguły (Tyniec, Mogilno, Lubiń, Płock, Wrocław i inne). " Szczególny, wymowny w tym względzie jest fakt odprawiania modłów za duszę Bolesława w katedrze krakowskiej, na miejscu rzekomej zbrodni !" (Grudziński).
c-d-n.
[ Dodano: 2006-02-27, 16:06 ]
ztr - Wto Lut 28, 2006 16:11
Tu chciałbym na temat rzeczy trudnej dla naszego dziedzictwa historycznego, o której praktycznie się mówi i pisze bardzo jednoznacznie. Chodzi o Jedwabne.
Białostoczyzna zawsze w historii Polski była „dziwną” ziemią. Chyba największe szkody poniosła w czasach potopu szweckiego, ludzie żyli tam we własnym świecie, nawet w PRL, (Konopielka). W II Rzeczpospolitej, region bardzo kosmopolityczny, polacy żydzi, białorusini, tatrzy polscy. Na zachodzie białostoczyzny gdzie leży Jedwabne obecnie powiat Łomżyński, struktura narodowa była mniej skomplikowana, żydzi i polacy. Zwyczajowo polacy posiadali gospodarstwa wiejskie – chłopi. Żydzi zajmowali się handlem, usługami oni to głównie zasiedlali miasteczka. Oczywiście byli też Polacy którzy to również robili, ale żydzi nie posiadali ziemi co najwyżej ją dzierżawili i to sporadycznie. Obie społeczności różniące się kulturą, językiem ubraniem, religią żyli w miarę spokojnie obok siebie od wieków. W dniu wybuchu wojny na te ziemie od strony Prus Wschodnich weszli niemcy. (Bitwa pod Wizną). Po 17 września ziemie według znanego paktu trafiły w ręce Rosjan. Nowa władza zaczęła swoje porządki. A więc walka z kułactwem, nacjonalizacja, laicyzm, „wyzwolenie”robotników itd. Trafili na opór, bierny ale opór. (Nie wiele ataków zbrojnych na okupanta). Władzę w rejonie przejęli komisarze, NKWD. Pełna rusyfikacja, szkoły urzędy, dowody wydawane w języku rosyjskim. Wróg dla Rosjan był jeden to Polacy. Zaczęły się aresztowania konfiskaty, grabieże, zsyłki, rozstrzeliwania. Oczywiście Rosjanie musieli znaleźć miejscowego sojuszników byli nimi żydzi. Po pierwsze z racji wykonywanych zawodów byli dla nich robotnikami a więc odpowiednią klasą, po drugie wielu nowych panów tych ziem miało pochodzenie żydowskie, oficerowie NKWD, komisarze. Rosjanie skorzystali z maksymy „dziel i rządź”. Dzielili i rządzili, żydów traktowano dużo lepiej niż polaków, inne racje żywnościowe, przywileje itd. Żydzi czuli się zawsze obywatelami drugiej kategorii a tu nagle to oni są pierwsi. Zaczęły się donosy, rozdrapywanie jakiś drobnych wcześniejszych urazów itd. Wiele rodzin Polaków straciło wtedy bliskich. Gdy w czerwcu 1941 roku weszli praktycznie bez walk niemcy. Białostoczanie polskiego pochodzenia witali ich chlebem i solą. Rosjanie i ich pomocnicy byli powszechnie znienawidzeni. Dochodziło do akt wydawania całych rodzin żydowskich w ręce niemieckie, a niekiedy do samo sądów. Najbardziej skrajny przypadek miał miejsce w Jedwabnym.
„Sąsiedzi” Gross'a to jedna strona medalu. Oczywiście było to okropne, ale nienawiść, żądza odwetu bywa straszna. Być może krzywdy w Jedwabnym były zbyt wielkie...
Nic nie tłumaczy ludobójstwa. Ale jak każda sprawa ta ma też swoje drugie oblicze. O którym należy też mówić. Bardzo to wszystko tu uogólniłem. Szuje tak jak i dobrzy ludzie trafiają się w każdej nacji i grupie społecznej. Historię okupacji rosyjskiej w latach 39-41 tych ziem znam z relacji naocznych świadków, nie czytałem, żadnego historycznych opracowania na ten temat Za czasów komunistycznych było to nie możliwe, teraz też mi nic takiego nie wpadło do rąk.
Nie jestem anty semitą. Ani moja rodzina, babcia została odznaczona medalem „sprawiedliwy wśród narodów świata”, tak jak wielu białostoczan.
Pozdrawiam
[ Dodano: 2006-03-02, 19:56 ]
Mirdad - Sob Mar 04, 2006 15:48
Kto falszuje historie?
Czytelnicy polscy w kraju ciagle za malo znaja alarmujace ostrzezenia glosnego autora polonijnego profesora Ivo Cypriana Pogonowskiego. Ten najwybitniejszy dzis wsrod Polakow zyjacych na Zachodzie znawca problematyki zydowskiej jest autorem opublikowanego juz w dwoch wydaniach monumentalnego dziela dokumentalnego "Jews in Poland", ze wstepem znanego sowietologa zydowskiego pochodzenia - profesora Richarda Pipesa. Otoz profesor Pogonowski od kilku lat wytrwale i systematycznie ostrzega przed tym, co robia niektorzy bardzo wplywowi Zydzi zagraniczni, zwlaszcza amerykanscy, dla przyczernienia obrazu polskiej historii i upokorzenia Polakow. Zdaniem profesora Pogonowskiego, to wszystko jest tylko gra wstepna zmierzajaca do ulatwienia naciskow na wyplate przez Polske jak najwiekszych "odszkodowan za zydowskie mienie". To, przed czym pare tygodni temu ostrzegal wybitny zydowski politolog w USA N. Finkelsztejn w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej", twierdzac, ze Swiatowy Kongres Zydow chce szantazami zmusic Polske do wyplaty kilkudziesieciu miliardow dolarow Zydom. W tym celu robi sie wszystko, by upokorzyc Polske, czym wprost otwarcie zagrozil naszemu krajowi juz pare lat temu jeden z czolowych przywodcow zydowskich.
Upiorne znieksztalcenia.
Piszac o dzialaniach dla wymuszenia tego ogromnego haraczu od Polakow, prof. Pogonowski twierdzi, ze w tym celu "stwarza sie mity o udziale Narodu Polskiego w zagladzie Zydow. Latwiej jest sciagac odszkodowania od winnych niz od wspolofiar".
Za jeden z najnowszych przejawow tego typu propagandy wymierzonej w Polakow profesor Pogonowski uznal najnowsza tworczosc Jana Tomasza Grossa, zwlaszcza jego eseje "Upiorna dekada", wydane w 1998 roku. W ocenie prof. Pogonowskiego: "Propaganda Grossa pomaga eksternistycznym ugrupowaniom zydowskim w ich probach wymuszania od rzadu polskiego haraczu za zbrodnie dokonane w Polsce przez Niemcow, Sowietow i kryminalistow".
Aby uzyskac nakreslone wyzej cele prowadzi sie akcje ciaglego prowokowania Polakow przez wysuwanie kolejnych agresywnych zadan, ostatnio glownie zadania usuniecia Krzyza Papieskiego w Oswiecimiu. Podobnym celom sluzy stwarzanie roznego typu antypolskich "faktow prasowych", naglasnianie roznych rzekomych incydentow antyzydowskich, tak jak wymyslona ostatnio afera z rzekomymi "antysemickimi" wystapieniami na Majdanku. W tym kontekscie nalezy tez widziec proby naglego zaatakowania Polakow przez odpowiednio tendencyjne znieksztalcenia i naglosnienie wydarzen sprzed kilkudziesieciu lat, o ktorych, mimo ich dzis tak mocno akcentowanej wagi, sami Zydzi prawie nie mowili przez kilkadziesiat lat. Dzis za to je odpowiednio retuszujac, przypisuja za wszystko co najgorsze wine oczernianym Polakom. Tak jak sie stalo ze sprawa publikowanego kilka miesiecy temu przez J. T. Grossa w ksiazce "Europa Nie prowincjonalna" tekstu oskarzajacego Polakow o spalenie w lipcu 1941 roku tysiaca kilkuset Zydow z Jedwabnego w Lomzynskiem. Tekst Grossa zostal ostatnio naglosniony w Internecie i dosc bezkrytycznie zreferowany w "Rzeczpospolitej" (z 5 maja) przez Andrzeja Kaczynskiego.
Przyjrzyjmy sie najpierw blizej osobie samego Jana Tomasza Grossa. Kim jest ten aktualnie najostrzejszy oskarzyciel Polakow? Jest to przede wszystkim badacz, ktory ciezko grzeszy przeciw podstawowym zasadom pracy autora zajmujacego sie historia. Tym samym faktom, o ktorych pisal w 1983 roku, dzis nadaje z gruntu odmienna niz wowczas interpretacje, przemilczajac wszystko, co ja podwaza.
W swej pierwszej ksiazce "W czterdziestym nas Matko na Sibir zeslali", wydanej w 1983 r. razem z Irena Grudzinska-Gross ksiazce rzeczywiscie wartosciowej i starajacej sie o obiektywizm Gross dal bogaty material zrodlowy, nie ukrywajacy faktow o prosowieckiej i antypolskiej kolaboracji wielkiej czesci Zydow na Kresach w latach 1939-1941. We wspomnianej ksiazce przytaczal liczne fakty o donoszeniu na Polakow, ich szykanowaniu, niszczeniu kapliczek przydroznych przez sfanatyzowanych Zydow - komsomolcow, o wielkiej roli zbolszewizowanych Zydow w administracji. Dzis to wszystko wyparowalo z jego analiz. Za to mamy ciagle wybielanie zydowskiej kolaboracji z Sowietami, jej skrajne pomniejszanie, wzglednie usprawiedliwianie reakcjami na dawny "antysemityzm" polski lub strachem przed Niemcami. Po prawdziwie upiornych znieksztalceniach ksiazki "Upiorna dekada" Gross przeszedl do najbardziej oszczerczych uogolnien-oskarzen, ze to Polacy ponosza wine za zorganizowane przez Niemcow wymordowanie Zydow z Jedwabnego w lipcu 1941 r.
Rzecz znamienna - jedynym swiadectwem, na jakim oparl sie Gross w swym oskarzeniu pod adresem Polakow z Jedwabnego, jest oskarzajaca ich o wymordowanie 1500-1600 Zydow relacja Szmula Wasersztajna (pierwsza jej wersja pochodzi z 1945 roku).
Gross uznal te relacje za najbardziej wiarygodne zrodlo, pomimo tego, ze jak sam przyznal: "W ZIH-u znajdziemy dwa zeznania Wasersztajna spisane oddzielnie - ani liczby sie w nich nie pokrywaja, ani rozmaite detale". Bezkrytycznie akceptujac relacje Wasersztajna, Gross ani slowem nie wspomnial o dotychczasowych polskich badaniach calej sprawy, w tym o parokrotnie publikowanych uwagach prokuratora Waldemara Monkiewicza, bylego szefa Okregowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich, ktory dokladnie badal cala sprawe. Nie wspomnial, jak sie zdaje, dlatego iz stwierdzenia prokuratora Monkiewicza natychmiast obalilyby gmach falszow zbudowany dzieki calej relacji Wasersztajna.
Ten ostatni przypisuje wykonanie calej zbrodni na Zydach w Jedwabnem Polakom. Zgodnie z ta intencja robi co moze, aby maksymalnie zanizyc liczebny udzial Niemcow bioracych udzial w calej antyzydowskiej akcji. Wedlug Wasersztajna, w Jedwabnem bylo wszystkiego osmiu gestapowcow, ktorzy byli faktycznie biernymi obserwatorami zbrodni popelnionej jakoby przez Polakow. Tymczasem Monkiewicz konsekwentnie podawal, ze w calej akcji w Jedwabnem bralo udzial ponad 200 niemieckich funkcjonariuszy. W referacie na sesje popularnonaukowa zorganizowana 20 czerwca 1986 r., z okazji 250-lecia nadania praw miejskich Jedwabnemu, prokurator Monkiewicz podal, ze 10 lipca 1941 r. w Jedwabnem lacznie pojawilo sie 232 funkcjonariuszy niemieckiej policji (A. Kaczynski w "Rzeczpospolitej" podal znieksztalcona informacje, twierdzac, ze Monkiewicz mowil wowczas o stu kilkudziesieciu policjantach niemieckich). W artykule publikowanym w 1989 roku w "Studiach Podlaskich" Monkiewicz pisal m.in. "W poczatkach lipca ze skladu batalionow policyjnych 309 i 316 wydzielono ponad 200 funkcjonariuszy, tworzac specjalny oddzial nazywany "Kommando Bialystok" dowodzony przez Wolfganga Burknera, oddelegowanego z warszawskiego gestapo. Oddzial ten w dniu 10 lipca 1941 roku przybyl samochodami ciezarowymi do Jedwabnego. W toku akcji podjetej przeciwko Zydom zaangazowano rowniez zandarmerie i policje pomocnicza. Ta ostatnia uczestniczyla jedynie w przyprowadzeniu ofiar na rynek i ich konwojowaniu poza miasto. Tam hitlerowcy dopuscili sie niesamowitego wrecz okrucienstwa wpedzajac okolo 900 osob do stodoly, ktora nastepnie zamkneli, sciany oblali benzyna i podpalili, powodujac meczenska smierc znajdujacych sie wewnatrz mezczyzn, kobiet i dzieci. W dwa dni pozniej ci sami sprawcy wymordowali prawie wszystkich Zydow w Radzilowie. Spalili tam w stodole okolo 650 osob.
Zarowno w Jedwabnem, jak i w Radzilowie hitlerowcy starali sie wciagnac do pogromu niektorych policjantow pomocniczych narodowosci polskiej. Ci sposrod nich, ktorym udowodniono jakikolwiek udzial - najczesciej zreszta w czynnosciach drugorzednych - poniesli surowe kary".
Nikt nie pytal o zgode.
Prokurator Monkiewicz wyraznie - wbrew twierdzeniom Wasersztajna - informuje, ze policjanci pomocniczy narodowosci polskiej brali najczesciej udzial w czynnosciach drugorzednych typu wyprowadzenia ofiar na rynek i ich konwojowania, podczas gdy decydujaca role w mordowaniu Zydow odegralo ponad 200 niemieckich policjantow.
I tu wlasnie zahaczamy o sprawe zasadnicza - jak mozna traktowac relacje Wasersztajna, ktory zamiast liczby ponad 200 policjantow niemieckich, a scislej 232, pisal o zaledwie 8 Niemcach uczestniczacych w zbrodni. Tak skandaliczne zanizenie liczby niemieckich policjantow w stosunku do faktycznej liczby podanej przez badajacego oficjalnie sprawe zbrodni prokuratora jest czyms wrecz szokujacym i wyklucza jakiekolwiek powazne traktowanie relacji Wasersztajna jako zrodla. Trudno zrozumiec, czym - poza antypolska tendencyjnoscia - kierowal sie J.T. Gross, czyniac wlasnie z relacji Wasersztejna swoj glowny i zarazem jedyny dowod "polskiej zbrodni".
W relacji Wasersztajna znalazlo sie rowniez kilka innych skrajnie niewiarygodnych stwierdzen. Wedlug niego, osmiu gestapowcow naradzalo sie z Polakami z wladz w miasteczku, co zrobic z miejscowymi Zydami. "Wielkoduszni" Niemcy chcieli zostawic przy zyciu co najmniej jedna rodzine zydowska "z kazdego zawodu". Nie poradzili sobie jednak z "krwiozerczymi" Polakami, ktorzy wymusili na Niemcach wymordowanie wszystkich Zydow z Jedwabnego: "nikt z nich nie moze zostac zywym". I w tym miejscu wypada zgodzic sie z innym autorem tekstu o zbrodni w Jedwabnem - z Leonem Kalewskim ("Nasza Polska" z 10 maja 2000). Pytal on: "Czy jest w ogole mozliwe, aby Niemcy pytali gdziekolwiek miejscowa ludnosc w podbitych przez siebie krajach, jakie ma ona zamiary wobec Zydow? Hm, bardzo ciekawa interpretacja holokaustu (...). Taka teoria mogla powstac w glowie nieszczesnika o niezbyt lotnym umysle, pelnego uprzedzen wobec Polakow (...). Ale zeby bezkrytycznie opierali sie na jego relacji swiatowej slawy profesorowie zydowscy?..."
Inny niesamowity szczegol z relacji Wasersztajna. Stwierdzil on, ze jeden z Polakow - stolarz Szlezinski byl tak fanatycznie antysemicki, ze z nienawisci do Zydow zaofiarowal wlasna stodole jako miejsce do ich spalenia. W sprawie tej wypowiadala sie juz ponad 10 lat temu corka wspomnianego stolarza, mowiac: "To, ze ofiarowal swoja stodole do spalenia Zydow, jest czysta bzdura. Tak jakby Niemcy pytali o zgode. Pasowala im, bo stala niedaleko kirkutu i w bezpiecznym oddaleniu od innych zabudowan" (cyt. za D. i A. Wroniszewscy: "Aby zyc", "Kontakty" 10 lipca 1988).
Wiarygodnosc relacji Wasersztajna zdecydowanie podwazyla uratowana z niemieckiej oblawy w Jedwabnem Zydowka Helena Ch., stwierdzajac, ze nie byl on obiektywny w swym opisie. Wedlug cytowanego artykulu D. i A. Wroniszewskich, Helena Ch. powiedziala m.in. "Niedawno przyjechal do Jedwabnego rabin z Kostaryki, jeden z tych siedmiu Zydow, ktorych uratowal Karwowski. Najpierw modlil sie na kirkucie, a potem przyszedl do nas. Dobrze pamietal jednego z tych, o ktorych Wasersztajn pisal, ze mordowali Zydow. "To byl bardzo dobry czlowiek" - powiedzial. A ja mu wierze". Profesor Jan T. Gross wolal bezkrytycznie zaakceptowac relacje Wasersztajna.
Inna rzecz znamienna. Gross ani przez moment nie zajaknal sie nawet o tych Polakach, ktorzy ratowali Zydow przed niemiecka zaglada, o wspomnianym Karwowskim, ktory uratowal i przechowal siedmiu Zydow, o Antoninie Wyrzykowskiej, ktora ukrywala w swym gospodarstwie siedmiu Zydow, w tym samego Wasersztajna.
Jest jeszcze jedna rzecz, ktora Jan T. Gross dzis niemal calkowicie przemilcza, piszac o dramacie Zydow w Jedwabnem. Mysle tu o pokazaniu, do jakiego stopnia na nastroje wobec Zydow w tej miejscowosci rzutowala wczesniejsza, skrajna nadgorliwosc prosowiecka, donosicielsko-NKWD-owska dzialalnosc zbolszewizowanych Zydow w Lomzynskiem i w Bialostockiem. Przypomne, ze ten sam Gross 17 lat temu, gdy jeszcze staral sie o obiektywizm, zamiescil pare dosc szokujacych relacji w ksiazce "W czterdziestym nas Matko na Sibir zeslali". Byla tam m.in. relacja o nikczemnej roli Zyda Lewinowicza w podstepnym aresztowaniu Polakow. Byla wstrzasajaca historia smierci nadlesniczego Labeckiego, ktory odebral sobie zycie, rzucajac sie pod pociag. Jak pisano w ksiazce J.T. Grossa i I. Grudzinskiej Gross: "Byl on [nadlesniczy - JRN] wezwany do jakiegos urzedu w dawniejszym miasteczku powiatowym Sokolce. Tam zwykli Zydzi z czerwonymi opaskami na rekawach i karabinami, ktore na pewno pamietaly Napoleona, ci Zydzi wykopali go i potlukli. On nie mogl tego zniesc i rzucil sie pod pociag. Rodzine, tj. zone i szescioletniego synka wywieziono podczas najokropniejszych mrozow az do Irkucka".
Poparli wladze sowiecka.
Andrzej Kaczynski, piszac w "Rzeczpospolitej" o zrodlach gwaltownego pogorszenia stosunkow zydowskich na Kresach w ciagu niespelna dwoch lat okupacji sowieckiej, ilustruje to nastepujacymi dwoma przykladami z regionu Lomzy: "Poparli nas Zydzi i tylko ich wciaz bylo widac. Zapanowala tez moda, ze kazdy kierownik instytucji chwalil sie, ze u niego nie pracuje juz ani jeden Polak - mowil na naradzie aktywu w 1940 roku naczelnik NKWD w Lomzy, i nader krytycznie, z punktu widzenia panstwa radzieckiego, ocenil te sytuacje.
Ktos zanotowal podczas wojny skarge rolnika spod Lomzy. - Teraz to mamy zydowskie cesarstwo. Tylko ich wybieraja wszedzie, a Polak jak kon, on tylko ciagnie i jego bija batem".
W pamieci mieszkancow Jedwabnego fatalnie zapisala sie rola zbolszewizowanych Zydow w deportowaniu Polakow na Syberie. W cytowanym wczesniej reportazu Wroniszewskich odnotowano relacje polskiego mieszkanca miejscowosci Jedwabne: "Pamietam, jak wywozili Polakow do transportu na Sybir, na kazdej furmance siedzial Zyd z karabinem. Matki, zony, dzieci, klekaly przed wozami, blagaly o litosc, pomoc. Ostatni raz dwudziestego czerwca 1941 roku".
Doszly do tego drastyczne represje przeciw polskiej konspiracji w polowie 1940 roku. W czerwcu 1940 roku NKWD rozbilo w Jedwabnem konspiracyjna organizacje, aresztujac jej 35 czlonkow. Miesiac pozniej rozbito Zwiazek Walki Zbrojnej, aresztujac 79 osob z Jedwabnego i Bialegostoku. Polscy mieszkancy Jedwabnego dosc powszechnie przypisywali wykrycie obu konspiracji zydowskim donosom. Prokurator Monkiewicz mowil w wypowiedzi cytowanej w reportazu Wroniszewskich: "Kiedy w 1939 r. do Jedwabnego przyszli Rosjanie, dla Polakow byli zwyklymi najezdzcami. Natomiast wiekszosc Zydow natychmiast opowiedziala sie po stronie wladzy radzieckiej. Nie mieli zahamowan przy zmienianiu orzelkow na gwiazdy, chetnie brali udzial w mityngach. Nastroje antysemickie wzrosly tez na pewno, kiedy juz przed wkroczeniem Niemcow wrocili z lomzynskiego wiezienia ludzie zadenuncjowani przez Zydow".
Przemilczane zbrodnie.
Na tle jednostronnego i tendencyjnego obrazu stosunkow polsko-zydowskich prezentowanego przez Grossa, warto przypomniec o wiele obiektywniejsza probe podjecia podobnych tematow zaprezentowana przez badacza zwiazanego z Zydowskim Instytutem Historycznym - Andrzeja Zbikowskiego. W drukowanym na lamach Biuletynu Zydowskiego Instytutu Historycznego w Polsce artykule (nr 2-3 1992 r.) Zbikowski najpierw opisal przyczyny nasilania sie nastrojow niecheci do Zydow na kresach. Pisal m.in. w oparciu o zydowskie swiadectwa dotyczace Wilna: "Nieraz Zydzi wyszydzali, a nawet denuncjowali Polakow, glownie bylych zolnierzy (...). Umocniona zostala zydowska dominacja w handlu, teraz juz uspolecznionym, kwitla protekcja i korupcja. Nie inaczej dzialo sie w Grodnie i Bialymstoku. Niektorzy autorzy relacji pisali z rozzaleniem o swoich rodakach, ze odniesli sie do Polakow lekcewazaco i czesto ich ponizali".
W innym tekscie publikowanym przez Zbikowskiego w "Studiach z dziejow Zydow w Polsce" t. II (wyd. 1995 r., s.64), zacytowal on wypowiedz pewnej Zydowki z Wilna, iz: "Za czasow zas bolszewickich wzmogl sie w silnym stopniu prad antysemicki u Polakow. W duzej mierze ponosza za to wine Zydzi sami (...). Przy kazdej okazji smieli sie z Polakow, wykrzykiwali: juz nie wasza Polska, minely te czasy (...). Zydowscy komunisci igrali z uczuciami patriotycznymi Polakow, denuncjowali ich nielegalne rozmowy, wskazywali polskich oficerow oraz bylych wyzszych urzednikow, z wlasnej woli pracowali w NKWD i brali udzial w aresztowaniach".
Przytaczajac rozne tego typu przyklady, Zbikowski pisal o narastajacych wsrod Polakow i Ukraincow pragnieniach odwetu. Wskazuje rowniez na fakt, ze wszystkie bardziej znaczace zajscia antyzydowskie w czerwcu - lipcu 1941 r., po odwrocie wojsk sowieckich (m.in. we Lwowie, Drohobyczu, Tarnopolu) byly zawsze wywolane znalezieniem w tamtejszych wiezieniach zmasakrowanych zwlok osob zaaresztowanych wczesniej przez NKWD Ukraincow i Polakow. Wedlug Zbikowskiego, w zajsciach antyzydowskich jednoznacznie dominowali Ukraincy. Wymieniajac 31 miejscowosci, gdzie w czerwcu - lipcu 1941 doszlo do zajsc antyzydowskich z ofiarami smiertelnymi, Zbikowski stwierdza, ze w 18 przypadkach doszlo do takich zajsc z udzialem Ukraincow i tylko dwa razy z udzialem Polakow.
Znamienne, ze Zbikowski, historyk zwiazany z Zydowskim Instytutem Historycznym, gdzie od 1945 roku znana byla relacja Wasersztajna, w ogole nie uwypukla roli Polakow w mordowaniu Zydow w Jedwabnem, wrecz przeciwnie, pisze, ze na temat Jedwabnego informacje sa "malo dokladne". Przypomnijmy raz jeszcze, ze wedlug prokuratora Monkiewicza, Polacy odegrali role drugorzedna przy paruset policjantach niemieckich, zajmujac sie glownie eskortowaniem Zydow. Skad wiec ta nagla odkrywczosc Grossa probujacego Polakow obciazyc wina za zbrodnie w Jedwabnem, przy swiadomym przyjeciu za Wasersztajnem jego pomniejszenia liczby niemieckich policjantow z 232 do 8. Jak widac, wynika to ze specyficznego "zamowienia" na dolozenie Polakom, by stworzyc i umocnic w nich kompleks winy. Tak, aby potem byli duzo "podatniejsi" na zagraniczne naciski w sprawie "odszkodowan za mienie zydowskie". Przypomnijmy, ze dziwnym trafem ciagle atakuje sie Polakow, a jakos ani slowem nie wspomina sie o autentycznych licznych pogromach - dokonanych przez Ukraincow na Zydach, o ktorych tyle pisal Zbikowski. Czy dlatego, ze dla zydowskich badaczy typu Grossa nie ma zadnego interesu w tej chwili w pokazywaniu prawdy na ten temat?
Bez dwoch miar.
Obalanie antypolskich zafalszowan Grossa nie oznacza, ze mamy w jakimkolwiek stopniu milczec o przejawach podlosci ze strony roznych postaci z polskiego marginesu czy polskich szmalcownikach, ktorzy zreszta najczesciej dzialali zarowno przeciwko Zydom, jak i Polakom. Tyle tylko, ze w tej sprawie nie moze byc dwoch miar. Nie mozna dopuscic do tego, co z taka luboscia stosuja rozni zydowscy autorzy na czele z Grossem, wciaz bijac sie w cudze - polskie piersi, a milczac o wlasnych zydowskich "szmalcownikach". Tych, co wczesniej przez prawie dwa lata po 17 wrzesnia 1939 wylapywali i katowali polskich patriotow, a takze i o roli wielkiej rzeszy zydowskich policjantow w gettach, ktorzy z cala bezwzglednoscia eskortowali na smierc swoich zydowskich ziomkow.
Przypomnijmy, co pisal na ten temat tak wybitny znawca tej problematyki prof. Ivo Cyprian Pogonowski, stwierdzajac, iz "kazdy zydowski policjant w getcie warszawskim wyslal do komor gazowych Treblinki przecietnie ponad 2.200 osob. Na Umschlagplatzu w Warszawie policja zydowska dawala strawe w wagonach smierci, zeby do nich zwabiac wyglodzonych mieszkancow getta. Tragedia zydowska podczas drugiej wojny swiatowej polegala rowniez na tym, ze wladze niemieckie dokonaly ludobojstwa Zydow glownie zydowskimi rekami". I to jest wlasnie temat szczegolnie wstydliwy dla przewazajacej czesci zydowskich autorow, tym chetniej odwracajacych uwage od roli zydowskich policjantow i Judenratow przez oszczercze oskarzenia przeciw Polakom.
W spoleczenstwie polskim szmalcownicy stanowili margines, natomiast wsrod Zydow rekrutowali sie sposrod elity politycznej i spolecznej. Pokazala to tak wymownie najwieksza Zydowka XX wieku, filozof i teoretyk kultury Hannah Arendt w slynnym, acz dosc starannie przemilczanym w Polsce w ostatnich latach dziele "Eichmann w Jerozolimie". Piszac tam o roli Judenratow w bezwolnym, serwilistycznym wykonywaniu morderczych zadan nazistow Arendt konkludowala: "Dla Zydow rola, jaka przywodcy zydowscy odegrali w unicestwieniu wlasnego mordu, stanowi niewatpliwie najczarniejszy rozdzial calej tej ponurej historii (...) Wszedzie, gdzie zyli Zydzi, istnieli uznani przywodcy zydowscy, i to wlasnie oni, niemal bez wyjatku, wspoldzialali w ten czy inny sposob, z takiej czy innej przyczyny z nazistami. Cala prawda przedstawia sie tak, ze gdyby narod zydowski byl istotnie niezorganizowany i pozbawiony przywodztwa, zapanowalby chaos, liczba ofiar z pewnoscia nie siegnelaby 4,5 do 6 milionow ludzi". Arendt powolala sie przy tym na oceny sugerujace, ze gdyby nie trzymano sie zalecen Judenratow, z powyzszej liczby Zydow moglaby sie uratowac mniej wiecej polowa.
Wyjasnic "biale plamy".
Jestem za tym, by wyjasniona zostala bez niedomowien cala prawda o dokonanej w Jedwabnem zbrodni niemieckiej na Zydach, takze i ewentualnego udzialu grupy miejscowych Polakow w zbrodni. Powinien byc odsloniety kazdy ewentualny, dowiedziony przypadek aktywnego uczestnictwa poszczegolnych Polakow w tej zbrodni. Podstawowa rzecza musi byc tu jednak oparcie sie na scislych faktach, a nie na fantasmagoriach typu relacja Szmula Wasersztajna. (Znamienny jest fakt, ze ostatnio pojawilo sie w Internecie szereg innych zydowskich relacji atakujacych Polakow w Jedwabnem. Podobnie jak Wasersztajn relacje te ogromnie zanizaja liczbe niemieckich policjantow skierowanych do akcji przeciwko Zydom lub wrecz milcza o ich dzialaniach).
Rownoczesnie wreszcie musi zostac wyjasniona do konca sprawa niezliczonych zbrodni popelnionych na Polakach w latach 1939-1941.
Musimy wyjasnic sprawe masowych zbrodni na Polakach popelnionych w wiezieniu w Tarnopolu w czerwcu 1941 roku. W ksiazce ksiedza Waclawa Szetelnickiego pisano po imieniu o udziale trzech Zydow z Tremboli: Kramera, Dawida Kzmmela i Dawida Rosenberga w mordowaniu polskich wiezniow.
Musimy wyjasnic sprawe udzialu zbolszewizowanych Zydow w innych masowych mordach na polskich wiezniach popelnionych w czerwcu - lipcu 1941 roku, m.in. w Lucku, Oszmianie, Czortkowie, okolicach Branska, Wolozynie. Na przyklad w ksiazce "Zbrodnicza ewakuacja wiezien i aresztow NKWD na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej w czerwcu - lipcu 1941" pisano miedzy innymi o udziale zbolszewizowanych Zydow w mordowaniu wiezniow w Lucku, Oszmianie i Wolozynie. W ksiazce tej wymieniono po imieniu niektore osoby narodowosci zydowskiej pelniace sluzbe w wiezieniach, gdzie popelniono masakry, miedzy innymi wyrozniajace sie w "strzelaniu do wiezniow" dwie Zydowki z Lucka (Blumenkranz i Spiglowna).
Musimy do konca wyjasnic sprawe odpowiedzialnosci za Zbrodnie Katynska niektorych wysokich funkcjonariuszy NKWD typu generala Rajchmana. Notabene, byli odpowiedzialni rowniez za zamordowanie w Katyniu duzej grupy oficerow pochodzenia zydowskiego. Zamordowano ich jednak za to, ze czuli sie polskimi oficerami, polskimi patriotami.
Musimy wyjasnic do konca sprawe zabojstwa osmiu polskich dominikanow przez Zydow - enkawudzistow w Czortkowie, opisana przez ksiedza Zygmunta Mazura. Musimy wyjasnic sprawe zamordowania na Politechnice Lwowskiej pod zarzutami antysemityzmu kilku tamtejszych dzialaczy studenckich (sprawa zostala opisana w monografii dziejow Politechniki Lwowskiej przez dr hab. Zbyslawa Poplawskiego.
Musimy wyjasnic sprawe zamordowania przez zbolszewizowanych Zydow dwunastu oficerow polskich w Grabowcu, opisana przez polonijnego autora profesora Tadeusza Piotrowskiego w ksiazce "Poland's Holokaust". Musimy wyjasnic sprawe zbrodni zydowsko-bialoruskiej czerwonej milicji na grupie oficerow i zolnierzy KOP-u w Berdowce, o ktorej pisal Kazimierz Krajewski w monografii AK na ziemi nowogrodzkiej. Tego typu spraw, tego typu zbrodni popelnionych przy udziale zbolszewizowanych Zydow jest duzo wiecej i czekaja na ostateczne wyjasnienie i pokazanie winnych (m.in. na Polkach w Zamosciu, Chelmie, Kolkach, Grodnie, etc.)
Wymaga wyjasnienia do konca rola zbolszewizowanych Zydow w strzelaniu zza wegla i mordowaniu Polakow: wojskowych i cywilow podczas roznych prob prosowieckich dywersji zbrojnych we wrzesniu 1939 roku na Kresach (najglosniejsza w Grodnie). Niektorzy autorzy zydowscy probuja tlumaczyc masowy udzial Zydow w kolaboracji z sowietami ich strachem przed Niemcami. Zaden tego typu strach nie moze wytlumaczyc podstepnych strzalow z ukrycia do zolnierzy armii polskiej, jedynej wowczas armii walczacej zbrojnie z nazistami w Europie.
Musimy wyjasnic sprawe ogromnej ilosci donosow wymierzonych w Polakow, role zbolszewizowanych Zydow w wylapywaniu polskich oficerow, urzednikow, nauczycieli, etc. Przypomnijmy, ze na temat fali donosow tego typu raportowal juz kurier Jan Karski w lutym 1940 roku. Pplk, pozniej general Nikodem Sulik pisal w lutym 1941 r., ze wilenscy Zydzi sa dla NKWD "nieocenionym wprost biczem przeciwko ludnosci polskiej". Zydowski autor Harvey Sarner pisal, ze wiekszosc schwytanych przy wspoludziale Zydow polskich oficerow "byla pozniej stracona przez sowietow w Katyniu i innych miejscach".
Przypomnijmy, ze ks. biskup Wincenty Urban pisal, ze to dzielem Zydow "po najwiekszej czesci byly rozne donosy na ludzi oraz oskarzenia". Musimy wyjasnic role zbolszewizowanych Zydow w grabiezy polskiego mienia, w tym mienia koscielnego, w depolonizacji szkolnictwa, w walce z religia i Kosciolem. Takich spraw do wyjasnienia z okresu lat 1939-1941 jest bardzo wiele. Obecnie przygotowuje duzo obszerniejsza niz "Przemilczane zbrodnie" blisko 500-stronicowa ksiazke na te tematy, ale i tak obejmie ona tylko czastke problemow tego tak waznego okresu, czasow "polskiego holokaustu", kiedy to Polacy byli pierwszym narodem najokrutniej przesladowanym w dobie wojny. Wszak Katyn, Ostaszkow, Starobielsk byly na dlugo przed zmasowanymi mordami w Oswiecimiu. Podobnie jak deportacje ponad miliona Polakow na Syberie.
Apeluje do historykow, aby duzo mocniej zajeli sie historia tamtych lat i pokazali prawdziwie glebokie i skomplikowane uwarunkowania, ktore rzutowaly pozniej na stosunki polsko-zydowskie. Abyu uniemozliwic znieksztalcenia i manipulacje typu najnowszych tekstow Jana Tomasza Grossa et consortes.
prof. Jerzy Robert Nowak.
Pozdrawiam Mirdad
Strona
1 z
7 •
1,
2,
3,
4,
5,
6,
7
Powiązane tematy
II wojna światowa - mało znane historie
Alternatywna historia Ziemi i Człowieka
Nieznana historia Całunu Turyńskiego
Trabant - historia marki
Historia Swiata
Zbrodnie przeciwko Narodowi Polskiemu
Nowe polskie ustawy
Pewność zbawienia
!!!!Przywitaj się!!!!
in vitro
Słowiańskie szeptunki
Witajcie, Pierwsoroczni!
Elizabeth Elijah
Zbieranina wypowiedzi z for internetowych !! Start
Odnośniki,